„Poddam się. Wtedy będzie spokój”

Marek* nie jest typowym dzieckiem z zespołem Downa. Owszem, nie da się nie zauważyć charakterystycznych rysów twarzy, ale reszta wygląda już inaczej. Zresztą – czy słowo „dziecko” może się odnosić do siedemnastolatka? Szczupłego, bardzo ruchliwego, niedającego sobie nadmuchać w kaszę, czasem nawet agresywnego. Sąsiedzi, choć go znają i lubią, zanim nadepną mu na odcisk myślą dwa razy. Może trochę boją się Marka? Poczciwego, dobrego chłopca, który jednak umie zawalczyć o swoje?

Kamil pamięta doskonale dzień, kiedy uczestniczył w porodzie. Oczekiwali na swoje dziecko z radością i miłością. I nie zapomni nigdy zdziwienia, kiedy maleńkie ciałko opuszczające łono matki nie zapłakało po tym, jak położna klapnęła je w pupę. Coś źle? Przecież dzieci zawsze płaczą? Jednak Marek zaczerpnął pierwszy haust powietrza bezgłośnie. Nie wydarł się. Był spokojny. Kamil obserwował swoje dziecko, widział twarz żony, tężejącą na widok kładzionego jej na piersiach noworodka. Nie rozumiał tych spojrzeń – bo i położna jakoś dziwnie zaczęła uciekać ze wzrokiem.

Kamil: – Żyjesz sobie normalnie. Kochasz, spędzasz cudowne chwile, przełamując codziennie tysiące problemów. Wreszcie jest lepiej, choć nie wszystko przychodzi łatwo. Ale jesteście razem, a wtedy nawet wielkie problemy maleją. Bo dzielisz je na dwa. Mieszkasz w jakiejś małej mieścinie, i po co ci wielkie miasto? Masz pracę, ona też jakoś sobie radzi. Stać cię na chleb, na mieszkanie wynajęte od znajomego, bez wyrzutów sumienia możesz kupić sobie papierosy. Skaczesz ze szczęścia widząc rosnący brzuch twej kochanej kobiety. Będziesz miał dziecko, będziemy mieli dziecko! I nagle świat wali się do parteru. Rozpieprzają ci się wszystkie plany. Down. Jeden dodatkowy pierdolony chromosom 21. Trisomia 21. Boże, jeśli jesteś, odpowiedz mi i tysiącom innych: – Dlaczego ja, my?

Kamil: – Nagle wali się wszystko. Kiedy po trzech dniach od porodu przychodzą oficjalne wyniki badań i potwierdzają najgorsze przypuszczenia, z sekundy na sekundę zmieniasz się w rodzica dziecka specjalnej troski. Dziecka z zespołem Downa. Tłumaczyłem żonie – to nasz dzidziuś. Nasz synek Kasiu! Nie chciała mnie słuchać: – Kamil, nie damy rady. Musimy go oddać, nie zniosę tego, rozumiesz? I płakała. Godzinami. A ja patrzyłem w twarz śpiącego chłopczyka, dostrzegałem już w jego rysach charakterystycznie umieszczone oczy, wywiniętą w dół wargę i półotwarte usta. I ręce, dłonie. Myślałem sobie – co on winny, przecież to moje i żony geny tak się ułożyły, to nasza wina… Wina losu. Może Boga?

Ktoś jak oszalały wali do drzwi: – Otwierać, policja! Jak nie otworzycie, wywalimy drzwi! Kamil z Kasią robią błyskawiczny rachunek sumienia. Nie wychodzi im nic złego, nikogo nie zabili, nic nie ukradli. Ale funkcjonariuszom chodzi o coś innego. O krzyki dziecka, słyszalne na całej klatce schodowej. Sąsiedzi donieśli i podejrzewają ich o pastwienie się nad Markiem. Tymczasem prawda jest taka, że dziecko, mające już 13 miesięcy przechodzi intensywną rehabilitację narządów ruchu – samo ledwo siada, o chodzeniu nie ma co mówić. I tak codziennie, przez ponad półtorej godziny, oboje z żoną masują mięśnie chłopczyka leżącego na plecach. Uginają mu nóżki w kolanach, starając się, by dziecko wykonywało tak zwane „brzuszki”. To bardzo bolesne ćwiczenie. Oboje rodzice wiedzą, że nie ma innej drogi. Nie ma? Jest. Zaniechać. Poddać się. Wtedy będzie spokój.

Kasia – Oboje wtedy – kilkanaście lat temu – pracowaliśmy. Ja w piekarni, stale na nocki, Kamil, jako kierowca – w dzień. Bo przecież nie zostawimy malucha samego. Żłobek? Nic z tego. Wyobraża pan sobie – schodzę z nocki o siódmej, w przelocie witamy się pocałunkiem z mężem – i tak długie lata. Non stop nasz synek ma opiekę. Rośnie, rozwija się. Z przerażeniem wspominam dzień, kiedy go nie chciałam, kiedy dzięki Kamilowi i jego uporowi Mareczek jest z nami. Bo kochamy go coraz mocniej. Ile trzeba włożyć wysiłku by dać mu to, co inne dzieci mają niejako „all inclusive”, wiemy tylko my. Rodzice. Wie pan, co jest ciągle dla nas najgorsze? Ludzkie spojrzenia. Tu gdzie mieszkamy, gdzie nas znają i się przyzwyczaili jest dobrze. Ale wyjście gdzieś dalej jest ciągle zaklętym kręgiem. Nieomalże słyszę jak myślą i mówią za moimi plecami: – O, idzie Daunek!

Opieka nad dzieckiem dotkniętym zespołem Downa jest trudna i wymagająca wiele wysiłku. Ale takie osoby, którym ten czas i wysiłek został poświęcony, wyrastają na przyzwoicie funkcjonujących obywateli. Są samodzielne, szczęśliwcy znajdują pracę w zakładach przystosowanych dla osób z niepełnosprawnościami, zawierają znajomości, nawet przyjaźnie. Niestety, zespół Downa niesie ze sobą ryzyko chorób i naleciałości genetycznych. Najczęściej osoby nim dotknięte są otyłe, mają nadmierny apetyt, są też łatwowierne i przyjmują świat, jako nierzeczywisty. Marek cierpi na schorzenie tarczycy i zanik słuchu, wymaga piekielnie kosztownych aparatów. Jak mówią jego rodzice, gdyby dać mu tyle jeść ile chce, zjadłby przysłowiowego konia z kopytami. Uwielbia słodycze. Ale Kamil i Kasia wiedzą, że chłopca należy odżywiać właściwie. Że nie wolno w imię fałszywie pojętej rekompensaty za kalectwo dawać mu na talerz tyle, ile chce. Dlatego Marek wygląda fizycznie, prócz charakterystycznych rysów twarzy, jak inni jego rówieśnicy. Jest ruchliwym młodzieńcem, wszędzie go pełno. Służy do mszy, co niedzielę wracając z kościoła, już w domu raz jeszcze sam „odprawia” mszę świętą, słowo w słowo tak, jak robił to ksiądz.

Kamil, Kasia: – Nikt nie wie, ile w życie naszego syna włożyliśmy nieprzespanych nocy, ile cierpienia, ile miłości. Ale warto było. Nawet teraz, kiedy zapożyczamy się by kupić mu nowe aparaty słuchowe, by podawać leki, by uczyć chłopca i dowozić go do Wrocławia nie żałujemy ani jednej chwili, ani jednego ruchu. Wiemy, że już do końca życia będzie naszym synkiem, że mając nawet kilkadziesiąt lat jak dziecko przytuli się do nas czekając na czułości. Damy mu to. Damy mu wszystko, co potrzeba by mądrze go wychować, by radził sobie w życiu, by – jeśli nieszczęściem jakimś kiedyś nas zabraknie umiał przetrwać. Jest dla nas wszystkim. I nawet nie złościmy się słysząc, jak za plecami ktoś – już najczęściej bez złych intencji – mówi po tysiąckroć znany nam tekst: – Zobacz, Daunek.

Marek potrzebuje ciągłej opieki i pomocy. Ma 17 lat, ponad 60% niedosłuch obuuszny, nadczynność tarczycy, zaczynają się kłopoty ze zdrowiem, szczególnie ze wzrokiem. Ani niepracująca nigdzie Kasia, ani Kamil nie mają już żadnych oszczędności, czas, mijający czas potęguje wydatki, by ich kochany syn mógł wyrosnąć kiedyś na ludzi. Marzą o tym oboje. Przyjmą każdą pomoc – utworzyli fundację imienia swego syna, na którą każdy może wpłacić choćby symboliczną złotówkę. Ta symboliczna złotówka dla nich i dla Marka ma wartość miliona. I ty możesz im pomóc. Napisz do mnie – j.wilman@op.pl – przekażę Ci numer fundacji. Nie zawiedź :-)

 

*Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.

 

 

Informacje o Jerzy Wilman

Wiem, że poprawnie powinno być "Informacje o Jerzym Wilmanie". Sorry - WordPress tak właśnie formatuje nagłówek, pobierając nieodmienione imię i nazwisko z metryczki. Nic więc nie poradzę. Urodziłem się daleko od Dolnego Śląska, niektórzy mówią, że nad morzem. Mam wykształcenie elektroniczne, dziennikarskie i PR-owe. Rozwiedziony i ponownie żonaty. Moją pasją są problemy społeczne i ludzkie. Lubię rozmawiać, pomóc i wychwycić z człowieka to, co go boli. Lubię też pisać - choć czasami, kiedy dostanę za swoją twórczość kopa, zastanawiam się na chwilkę - po co mi to? Moim mottem jest "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Obecnie wszedłem w okres bardzo intensywnej walki. Przeciwnikiem jest życie.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Jerzy Wilman przedstawia i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

38 odpowiedzi na „„Poddam się. Wtedy będzie spokój”

  1. ~Alba pisze:

    No, tak – dziecko niepełnosprawne to jest przecież coś, „co się zdarza tylko innym” – nie nam, nigdy nie nam. To ZAWSZE jest wstrząs i szok dla rodziców. Ja mam porażenie mózgowe – i moi rodzice bardzo mnie kochali (i dzięki nim jestem dziś tym, kim jestem) – ale mojej mamie „oswojenie się” z tym, że ma niepełnosprawną córeczkę zajęło 4 długie lata. Nie mam jej tego za złe – oboje z tatą byli przecież wtedy tacy młodzi. Syn Kasi też ma szczęście, że ma TAKICH rodziców. Gdyby urodził się gdzie indziej, mógłby się w ogóle nie narodzić. Czy wiecie, że na świecie zabijanych jest 95-97% „płodów z Downem”? Niektóre nawet w 35-37 tygodniu ciąży! Rozumiem, że takie dziecko to też tylko „galareta”, która zupełnie niczego nie czuje? Czasami zastanawiam się, czy ludzie, którzy to robią, chcą rzeczywiście (jak mówią) „oszczędzić cierpienia tym dzieciom” – czy raczej tylko SAMYM SOBIE? A jednak decyzja o rodzicielstwie ZAWSZE wiąże się ze zgodą na jakieś cierpienie – nawet wtedy, gdy dziecko urodzi się zdrowe. Może przecież ulec wypadkowi, zostać narkomanem albo wdać się w złe towarzystwo…

    • Jerzy Wilman pisze:

      Jestem pod wrażeniem Twojej wypowiedzi. Oddałbym wiele, by ludzie mogli zrozumieć, że niepełnosprawność tak na prawdę może dotknąć każdego. I że nie jest to winą ani Twoją, ani Marka, ani nikogo na tym świecie. Nie wolno dyskryminować życia w imię fałszywie pojmowanego „dobra”, a tak po drugiej stronie lustra – swojej wygody…

  2. ~taka jedna, mimo wszystko zyczliwa. pisze:

    jezeli sa tacy wierzacy i synek pomaga do mszy – niech ksiezulek i parafianie (def. slownikowaa – ciemnota niewyksztalcona, szukaj w google) pomoga … ? gdzie milosc blizniego ? ja na sczescie juz z ta banda falszywcow nie mam nic wspolnego ! ludzie – otworzcie oczy !!!

  3. ~ewa pisze:

    Życzę wszystkim dużo zdrowia. Niektórym – sądząc po komentarzach, przyda się szczególnie to psychiczne. Pracowałam i czasem jeszcze pracuję z dziećmi niepełnosprawnymi. Są to najmilsze i najbardziej ciepłe dzieci na świecie. To one uczą nas kochać. A już dzieciaki z zespołem Downa to wyjątkowe słoneczka. Jasne, trzeba poświęcić mnóstwo czasu, trzeba starać się z całych sił, by takie dziecko wychować i przystosować na tyle, by dało sobie radę. Ale warto. Bez nich nasz świat byłby pusty. Już stokrotnie bardziej wolę dziecko upośledzone niż z zaburzeniami zachowania. Bo te ostatnie często są po prostu rozpuszczone, bez uczuć, autorytetów, szacunku dla innych. Uważają, że im się wszystko należy, a inni nie mają nawet prawa żyć (?!). Rodzice, podziwiam Was. Tak trzymajcie! Wierzę w Waszą siłę i miłość.

  4. ~sami pisze:

    Podziwiam rodziców, ja nie miałabym w sobie tyle siły by całe swoje życie w 100% poświęcić dla chorego dziecka, nie urodziłabym albo oddała.

  5. ~On pisze:

    Zycze sily, wytrwalosci oraz pogody ducha. Sercem jestem z Wami :) Jak sami widzicie po komentarzach jest … wielu chorych, ktorzy sa przekonani o swoim zdrowiu. Ufajcie glownie sobie wzajemnie najdluzej jak sie da. Markowi zas zycze postepujacej sukcesywnie rehabilitacji. Pozdro:)

  6. ~alicja pisze:

    jedno z rodziców dziecka niepełnosprawnego fizycznie lub umysłowo,którym trzeba się opiekować do końca życia powinno mieć pensję płaconą przez państwo

    • ~tss pisze:

      Oczywiście! Gdyby dziecko trafiło do „ochronki” to Państwo na jego utrzymanie łożyłoby tysiące, rodzinie zaś jeśli w ogóle – grosiki (co ze stołu spadnie?) ?

  7. ~ana pisze:

    Moja koleżanka urodziła ciężko upośledzone dziecko.Dowiedziałam się o tym od wspólnego przyjaciela,zareagowałam wstrząśnięta,że to oni,że u nich,że tacy zdolni,utalentowani,przyzwoici ludzie,obdarzeni wieloma zaletami.Kolega wtedy powiedział mądre słowa”wiesz,może to dobrze,że takie dziecko trafiło na takich rodziców-dobrych,madrych,przyzwoitych,bo tylko oni zrobia dla niego wszystko i pokochają”

  8. ~ana pisze:

    Także mam synka Marka i też jest niepełnosprawny. Kiedyś pytałam także czemu to ja mam takie dziecko, ale odkąd widzę jacy są czasem inni ludzie, jacy nieczuli, podli, itd. to już nie pytam, wiem dlaczego ja.

  9. ~w.z. pisze:

    podziwiam twego męża. zachorowałam na polio jak miałam 4 lata, mam pierwszą grupę inwalidzka. niestety nie miałam takich rodziców jakimi jesteście wy. nikt o mnie się nie troszczył, nikt mnie nie ćwiczył co pozwoliłoby mi być o wiele sprawniejszą. teraz mama mi powiedziała „myślałam że umrzesz” . jednak nie umarłam, mam 60 lat, jestem na emeryturze, przepracowałam 33 lata.

  10. ~Tsugumi pisze:

    W wielu miastach są wspólnoty „Wiara i światło”, (ich twórcą jest Jean Vanier) skupiające osoby niepełnosprawne umysłowo, ich rodziny i przyjaciół (wolontariuszy). Wspólnoty te organizują spotkania, obozy, rekolekcje, pielgrzymki. Tworzą środowisko, w którym znajdują wsparcie, przyjaźń i zrozumienie, w którym mogą się rozwijać, wzrastać jako osoby, ubogacać się wzajemnie. Spotkanie takich osób, poznanie ich, bardzo przewartościowało i ubogaciło moje życie :)

    • ~Hanka pisze:

      jasne Bóg pomoże z pewnością, już im zresztą pomógł dając takie dziecka…próbując ile wytrzymają,tak?

  11. ~Carmen33 pisze:

    łzy ze szczęścia ciekną, kiedy czytamy, że są jeszcze tacy rodzice jak Wy Kasiu i Marku:)

  12. ~Amanda pisze:

    Nie poddajecie się i to jest cudowne!

  13. ~Tonia pisze:

    Jestem pełna podziwu dla rodziców Marka:) Pamiętam jak miała się narodzić moja wnusia(dziś 13-to miesięczna Matylda),nie wiem, z kąd u mnie ten lęk,ale był(ogromny),jak bardzo sie bałam,właśnie o zdrowie wnusi,jak bardzo się modliłam żeby była zdrowa.Córcia moja i zięć są zdrowi i Maleńka też Dzięki Bogu urodziła się zdrowa,ale chodzi mi o to że bardzo się bałam…Pracowałam z dziećmi chorymi i do dziś pamiętam każde z Nich(chodz w większości odeszli zbyt wcześnie),każdego kochałam(kocham)za inny uśmiech,ruch ręką,jedno słowo na przywitanie,za to jak bardzo chciały być tulone do nas personelu-tego nie można zapomnieć-po prostu. Wiem jedno kocham moje dzieci i wnuinię całym sercem,i jeśli by mnie dotyczyło życie z chorym dzieckim,kochałabym ich tak samo jak teraz.Serdecznie pozdrawiam rodziców Marka ale również innych rodziców tych wspaniałych kochanych dzieciaków.

  14. ~tss pisze:

    Może się przyda: Polityka prorodzinna we Francji – http://www.stachurska.eu/?p=13717 .

  15. ~anonim pisze:

    Popłakałam się.Podziwiam Was.Ja tez przeszłam przez wiele z moim synem i dlatego Was rozumiem.Jestescie mi bliscy i nie poddajcie się

  16. ~szynka pisze:

    Kasia miała racje… trzebabyło oddać… wiecie ze w norwegii w 19 wieku kobieta miała prawa zagłodzić noworodka jesli był widocznie zdeformowany lub niebyłaby w stanie go wychować?

    • ~ted pisze:

      czy ty jesteś kobietą bo naoewno nie matka

    • ~Mama swojego syna pisze:

      Oddać? Jak można oddać swoje dziecko, na które się czekało 9 miesięcy? Oddać i potem co? Wyrzucić wyniki usg, spalić kartę ciąży i zmienić ginekologa bo tamten wiedział o ciąży? Zapomnieć o tym cudzie, które się powołało (przecież nie ono decydowało! ) na świat? Wyrzucić z pamięci mdłości, zaokrąglający się brzuszek, pierwsze kopniaki maleństwa? Wyrzucić i żyć dalej jakby nigdy nic takiego się nie wydarzyło? Że się nigdy w ciąży nie było i że się nie rodziło? Jeśli Ty tak potrafisz to chyba nie masz uczuć. Ja nie potrafię. Odkąd mam dziecko każde nieszczęście innego dziecka jest dla mnie bolesne i trudne. Każde nieszczęście rodziców dziecka, którego spotkał zły los jest mi bliski i drogi (pomimo, że mój syn jest zdrowy). Po prostu wiem jak to jest czuć pod swoim sercem małą istotkę, czuć ruchy w łonie, potem móc ją urodzić i przytulić. I wiem jak ogromny strach towarzyszy rodzicom podczas każdej choroby, nawet banalnego kataru.
      Oddać jak szczenię lub kocię by móc używać życia do woli i nie mieć na głowie „ciężaru” i nie musieć się martwić o jutro? Ja nie mogę, wysiadam…

  17. ~elisek1 pisze:

    nasze” dziecko ” skończyło 20-ścia lat ,ale nadal jest i będzie uzależniony od nas we wszystkim ,”nawet ” spacer jest tylko z inną osobą ,bo on nie widzi żadnych niebezpieczeństw ,,wiem ,co znaczy mieć dziecko specjalnej troski ,ale mimo problemów jest wyjątkowy ,,,,u nas też pracuje tylko mąż ,jest ,,,ciężko

  18. ~tss pisze:

    Filip, mamela i ja – http://www.stachurska.eu/?p=12221 . I może warto sprawdzić – http://www.stachurska.eu/?p=7412 ?

  19. Anonim pisze:

    Podziwiam i mam ogromny szacunek dla rodziców, którzy sami wychowują dziecko dotknięte niepełnosprawnością. Ta milość przyniesie ogromne dobro dla Was . Pozdrawiam

    • ~Daria pisze:

      Święta racja… Dziecko niepełnosprawne uczy rodziców miłości… Takiej prawdziwej miłości, którą czasem dwoje ludzi nie jest w stanie obdarzyć siebie nawzajem… :)

      http://szminkapoasfalcie.pl/
      oto jak o włos minęłam się z karierą telewizyjną… ;)

    • ~Agnieszka pisze:

      nie sami, zawsze społeczeństwo też w jakiś sposób z tym dzieckiem musi się użerać dlatego gdyby ode mnie to zależało to w przypadku ułomnego płodu kobiety miałyby nie tylko prawo ale i nakaz aborcji albo przynajmniej przymusowa sterylizacja rodziców i dziecka lub w ostateczności podpisać oświadczenie że rodzice nie będą prosić rządu o żadną pomoc i za wszelkie leczenia rechab. będą sami płacić,,, wię ja mam ogromny szacunek do tych którzy bez wachania zdecydowali się na aborcję ułomnego płodu pomimo debilnego instynktu macierzyńskiego i dość często nieprzychylnego ciemnego społeczeństwa

      • ~Monia pisze:

        Kobieto ile ty masz lat, po pierwsze to ze dziecko ma zespol Douna to niczyja wina rodzice nie musza posiadac genow recesywnych, tu chodzi o chromosomy, ktore nawet w twoim orzypadku moga sie tak ulozyc, a kolejne dzieci beda zdrowe, to po pierwsze, po drugie w Polsce aborcja jest nielegalna w specjalnych wypadkach mozna ja zrobic ale to badanie ktore potwierdza nazyw sie biopsja kosmowki, zadko lekarz chce w Polsce to przepisac a nalezy pamietac ze ososba, ktora to wykonuje musi byc w tym bardzo dobra ! Wiec kochana nie pisz ze nalezy wysterylizowac rodzicow bo nie masz pojeciach o genetyce i chromosomach!

      • ~marmolada pisze:

        Oj, Agnieszka, pomyśl dwa razy zanim napiszesz coś!

      • ~Jolka- matka na szczescie zdrowego chlopca pisze:

        Jak czytam takie slowa, to Ci naprawde wspolczuje. Chyba nikt Cie prawdziwie i bezwarunkowo nie kochal… Nie zastanawialas sie, ze ludzie niepelnosprawni moga wiecej ofiarowac temu swiatu niz my- pelnosprawni? Ze dzieki nim my- zabiegani, zakreceni, przejmujacy sie bzdurami typu problem nowych butow- nabieramy odpowiedniej perspektywy? Ze ludzie niepelnosprawni pozwalaja nam byc LUDZMI?!!!?

      • ~Ania pisze:

        Ja myślę,że masz rację……Tylko dlaczego Twoi rodzice nie zdecydowali się na Twoją aborcję???? Teraz całe społeczeństwo musi się użerać z tępą analfabetką!!!! Powinni zapłacić karę!!!!

      • ~mama pisze:

        mama
        Agnieszko niestety społeczeństwo musi użerać się z takimi ludzmi jak ty

      • ~matka pisze:

        Oj Agnieszko,

        Nie wiem ile masz lat, ani czy jesteś matką, ale nie wiesz co mówisz. Ty akurat powinnaś podziękować, że nie ma takiego prawa, które nakazuje rodzicom aborcję, bo jesteś upośledzona. I to nie tylko emocjonalnie ale też umysłowo skoro takie głupoty wypisujesz.

        Kamil, Kasia – walczcie o swego synka, bo warto. Nie jest łatwo, bo nasze państwo nie pomaga rodzicom, a szczególnie rodzicom, którzy mają chore dzieci. Pozdrawiam i trzymam za was kciuki – powodzenia :o)

      • Anonim pisze:

        Droga Agnieszko nie wiem czy wiesz kto maił takie samo zdanie jak Ty. Hitler i nie wiem tez czy wiesz , że jest udowodnione , że był chory psychicznie…

      • ~Ewelina pisze:

        Widać, że brak Ci wyższych uczuć. Po Twojej wypowiedzi sądzę, że nie jesteś matką i nie byłaś nigdy w ciąży. Wątpię czy jesteś w stanie kogokolwiek obdarzyć jakimś głębszym uczuciem. Uświadom sobie, że nie będziesz piękna, młoda i zdrowa. W ułamku sekundy możesz wszystko stracić i czy wtedy Tobie też nie należy się pomoc. Czy należałoby Cię wtedy zabić, bo będziesz obciążeniem dla innych. Jesteś bardzo płytką osobą bez uczuć. Zastanów się nad sobą.

      • ~ted pisze:

        praypomina mi to niekture praktyki z lat 38-45

      • ~no_mad pisze:

        Dziewczyno, zastanów się trzy razy zanim coś napiszesz…
        Skąd wiesz, czy Ty urodzisz zdrowe dziecko? Nawet nie wiesz – bo nie możesz wiedzieć, co drzemie w twoich genach i jakiego psikusa spłata Ci matka natura. Zespół Downa, jest jednym z najmniej uporczywych schorzeń, które mogą dotknąć dziecko… Obyś oczywiście nie miała nigdy okazji się o tym przekonać.
        Skoro piszesz o „debilnym instynkcie macierzyńskim” to znaczy, że masz albo naście lat (no, skoro piszesz „wachania” przez „ch” to bardzo możliwe), albo masz jakieś traumatyczne przeżycia i instynktu macierzyńskiego brak.
        Ciekawe, czy gdybyś urodziła chore dziecko, to chciałabyś się wysterylizować – czy jednak liczyłabyś na to, walczyła (i modliła się), że następne będzie zdrowe?
        Ech, nie tylko płody bywają ułomne…

      • ~agata pisze:

        ułomna to ty jesteś i kto wogóle dopuscił do tego by taka te słowa ujrzaly swiatlo dzienne. ŻAL MI ciebie dziewczyno. sama siebie poddaj aborcji bo taki tepak jak ty wogole nie powinien zyc. Ciekawe co powiesz jesli jakas nieuleczalna choroba dotknie ciebie. Mija rada na przyszlosc- lepiej nie wypowiadaj sie juz nigdzie wiecej

      • ~agata pisze:

        a pozatym blog nie jest dla kogos takiego takiego jak ty jak sama nazwa wskazuje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>