Pieprzona poczekalnia z dziećmi

Nie ma nic smutniejszego na świecie od spojrzeń tych maluchów, których życie zaczyna się od porzucenia przez rodziców, lub w jakikolwiek inny sposób związane jest z Domami Dziecka. Małe istotki bawią się i śmieją z pozoru beztrosko, dorastając za czterema ścianami placówek opiekuńczych. Czuwają nad nimi najpierw ciocie, potem, z upływem czasu już panie. Nigdy, choćby nawet najlepiej przygotowane nie zastąpią one maluchom zwykłej rodziny, nigdy, nawet z najlepszymi chęciami nie stworzą choćby namiastki domu, codziennych wspólnych posiłków, kładzenia się spać, ciepła, troski, czułości. Oczy małych ludzi zawsze będą z nadzieją śledzić chodzących po placówce dorosłych wierząc, że może któryś z nich będzie szansą na wyjście, na rodzinę. Na opuszczenie tej smutnej poczekalni z dziećmi, w której niejedno z nich doczeka pełnoletniości.

Janek: – Jesteśmy już z Olą razem od prawie dekady*. Oboje mamy przejścia za sobą, oboje pozostawiliśmy gdzieś rodziny. Wiesz, nie mamy po 20 lat, a sporo więcej. Dlatego to, co nas łączy nie jest spontanicznym odruchem miłości opartej na „jakoś to będzie”.

Ola: – Janek stąpa po ziemi może zbyt twardo, ale 10 lat to dużo by się poznać. By się nie boczyć na rzucone w kąt skarpetki (śmieje się, unikając karcącego ruchu ręki Janka), by wybaczać sobie smutki i cieszyć się radościami, każdą chwilą. Oboje mamy dzieci z poprzednich małżeństw, oboje się nimi zajmujemy – i jakoś dajemy radę. Ba, radzimy sobie świetnie (znów śmiech).

Janek: – Czy chcieliśmy się pobrać? Olu, chcieliśmy? Pewnie że tak. Mówiliśmy: – To nastąpi kiedyś, niebawem. Jeszcze tylko przeprowadzka do już kupionego mieszkania w Oławie, i ślub. Nie, żadnych szaleństw. Poza tym jestem wyklęty z mojej rodziny. Odwrócili się ode mnie, nie mogłem jakoś wytłumaczyć, że nie pasujemy z Karoliną do siebie, że dalsze życie w gniewie i obojętności nie ma sensu, że czas się rozstać.

Ola: – Ja miałam więcej szczęścia, i ogromne wsparcie moich rodziców. Kiedy poznałam Janka mój tata śmiał się, że teraz nie będzie mógł opowiadać dowcipów,  których Jasiu jest bohaterem. Ale uspokoiłam go – spoko dziadek, mów, to przecież najfajniejsze żarty świata

Wrocławski Ośrodek Adopcyjno – Opiekuńczy przy ulicy Młodych Techników 58 może poszczycić się długą historią. Historią udanych i mniej udanych adopcji, szczęścia w oczach dziecka, stworzenia nowej rodziny. Wybuchem nieokiełznanej wręcz radości, gdy nadchodzi, niczym w legendzie o Dobrej Wróżce dzień, kiedy zechciany maluszek przekracza próg swojego nowego domu, pokoju, bierze, wpierw nieśmiało do ręki zabawki. Jego zabawki. A potem, tą samą łapką chwyta dużo większą, ciepłą dłoń jego nowej mamy, nowego taty, patrzy im w oczy i ciągle myśli, że zaraz się obudzi.

Ola: – Kiedy zaszłam w ciążę, już mieszkaliśmy w Oławie. Oboje mamy dobrą pracę. Stać jest nas na wiele, cieszyliśmy się jak dzieci. Janek skakał z radości, aż sąsiad z dołu nie wytrzymał i przyszedł nas uspokajać. I za chwilę było dwóch skaczących dorosłych facetów, a ja nie mogłam powstrzymać  się ze śmiechu. W końcu dali spokój, zziajani i mokrzy z wysiłku. Jak się ma taki brzuszek – tu głaszcze delikatnie Janka po policzku zewnętrzną częścią dłoni  – za wiele nie pofikasz…

Janek: – Pamiętam ten dzień jako najgorszy w moim życiu. Szykowałem się do pracy, Ola była w łazience. Usłyszałem jej krzyk. Moja żona stała nad muszlą klozetową, wokół było czerwono. Trzymała się ściany z wysiłkiem, chcąc mi coś powiedzieć. Między jej nogami  na krawędzi deski sedesowej leżał strzępek małego człowieczka, nasze dziecko. Natychmiast zadzwoniłem po pogotowie, krwotok był silny, krew co chwila kapała na posadzkę. Tej nocy oboje nie spaliśmy, czuwałem w szpitalu trzymając ją za ręce. Była tak słaba…

Ola: – Długo płakaliśmy. Wspomnienie okrwawionego ludzkiego ciałka, co ja mówię – naszego maluszka będzie nas prześladować do końca życia. Wiesz – odwraca powoli głowę chcąc ukryć łzy wspomnienia – nie to jednak było najgorsze. Najgorsza była diagnoza – już nigdy więcej nie będę mogła urodzić dziecka.

Janek: – Nie jesteśmy młodzi. Mamy już w sumie trójkę potomstwa – Ola córkę, ja parkę prawie dorosłych dzieci z poprzedniego związku. Ale Natalka miała być nasza, tak na prawdę nasza. Planowaliśmy jak ją wychowamy, planowaliśmy jak będziemy mądrze kierować na dobrą i wspaniałą kobietę, planowaliśmy dać jej całą naszą wiedzę i miłość. Planowaliśmy. Nie wyszło.

Pani Maria rozmawiała z przyszłymi rodzicami długo. Kilkakrotnie. Zbierali dokumenty, miały odbyć się pierwsze kursy adopcyjne. Wiedziała, że oboje są po przejściach. Nic to. Wiedziała, że ślub był stosunkowo niedawno. Nic to. A oni patrzyli z nadzieją na uśmiechnięte, szczęśliwe fotografie wychowanków Ośrodka, powywieszane w każdym nieomalże miejscu. Znów Aleksandrze, ku radości Janka wracał na twarz rumieniec, znów śmiała się i żartowała, tak jak i on sam. Nie zapominali tego strasznego dnia. Kiedy stracili marzenia. Ale zaczynali żyć nowymi, które miały się ziścić za około rok.

Ola – Mieliśmy nie tylko pieniądze… Mieliśmy przede wszystkim chęci, stabilizację, a dobre warunki mieszkaniowe były jednym z naszych atutów. Ujęło nas to, że pani Maria nie dowiadywała się o wiek, o to, co będziemy robić gdy dziecko zechce wiedzieć, dlaczego rodzice jego kolegów i koleżanek są dużo młodsi. Nie zastanawialiśmy się, jak na spacerze w parku zwróci się do nas ktoś pytając o cokolwiek – babcia, dziadek? Śmialiśmy się – w końcu staniemy się przecież dziadkami, trójka naszych pociech zadba o to wcześniej czy później.

Janek: – Wiesz, to fajny okres – planować. Gdzieś co prawda włączał się dzwonek alarmowy, chyba przeszłość dawała o sobie znać. Pamiętam dzień, kiedy wyznaczono nam już daty kursów, poznawaliśmy podobnych nam rodziców, chcących dać szczęście jakiejś biednej, spragnionej go istotce. Wzięliśmy sobie wolne z pracy tego dnia, choć zajęcia zaczynały się o 17.00 i wystarczyło zerwać się z firmy pół godziny wcześniej. To miało być nasze święto.

W słuchawce głos pani Marii brzmiał smutno. – Panie Januszu… Dowiedziałam się, że pan jeszcze płaci alimenty na córkę… Już wszystko uregulowane? Ma pan to notarialnie? Mimo to… adopcji nie będzie. Nie jest pan dobrym kandydatem na ojca. Żaden sąd na to nie pójdzie.

Ola i Janek: – Można marzyć o wszystkim. W poezji Bułata Okudżawy „żołnierz zabity marzy, że w siódmym niebie jest”. Nas też zabito. Nie dając szansy przygarnięcia małego serduszka i spełnienia marzeń przyszłych rodziców – i przyszłego dziecka marzeń. Zaopiekowania się maluszkiem, dania mu drugiego życia. By nie myślało, że w siódmym niebie jest, by w nim było! I z bólem i ironią krzyczymy oboje w duchu: – Bo gdzie mu będzie lepiej, jak nie w Ośrodku. Cholera jasna, bo gdzie mu będzie lepiej, jak w tej pieprzonej poczekalni z dziećmi!

* W roku 2007, w którym dzieje się moja opowieść, w Polsce wpłynęło 3348 wniosków adopcyjnych. Ten poziom utrzymuje się do obecnej chwili. Aleksandra i Janusz zrezygnowali z późniejszych starań o kolejną adopcję. Obecnie sytuacja ludzi chcących przysposobić dziecko jest łatwiejsza, skomercjalizowała się i pieniądze zaczynają grać w niej rolę pierwszoplanową. W powyższym tekście oparłem się o dane z http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/pk201102-adopcje.html

 

Informacje o Jerzy Wilman

Wiem, że poprawnie powinno być "Informacje o Jerzym Wilmanie". Sorry - WordPress tak właśnie formatuje nagłówek, pobierając nieodmienione imię i nazwisko z metryczki. Nic więc nie poradzę. Urodziłem się daleko od Dolnego Śląska, niektórzy mówią, że nad morzem. Mam wykształcenie elektroniczne, dziennikarskie i PR-owe. Rozwiedziony i ponownie żonaty. Moją pasją są problemy społeczne i ludzkie. Lubię rozmawiać, pomóc i wychwycić z człowieka to, co go boli. Lubię też pisać - choć czasami, kiedy dostanę za swoją twórczość kopa, zastanawiam się na chwilkę - po co mi to? Moim mottem jest "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Obecnie wszedłem w okres bardzo intensywnej walki. Przeciwnikiem jest życie.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Jerzy Wilman przedstawia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

51 odpowiedzi na „Pieprzona poczekalnia z dziećmi

  1. ~wisa pisze:

    Wychowałam sie w biednej, małej wsi, gdzies nad morzem, nie wazne gdzie. Bylo nas siedmioro rodzeństwa. Bieda piszczała, zimno bylo za oknem, a rodzice siedzieli przy nas i opowiadali o swoim życiu, swojej miłosci i miłości do nas. Nie raz, nie dwa byłam głodna, zmarznieta, ale za zadne skarby świata nie oddalabym swojego dzieciństwa. Dzisiaj w dobie dyrektyw Uni Europejskiej, albo wymyślonych przepisów urzędnikow z państwowych instytucji zabranoby nas do domu dziecka, z tysiaca powodów, za mały metraż, za mało pieniędzy, za biednie ubrani, za mało zabawek i pewnie czekałabym na jakieś ” dobre dusze”, ktore mogłby stworzyc mi dom. Dzisiaj jesteśmy wielką, szczęśliwa rodziną, na zjazdach rodzinnych pojawia sie 70 osób, które sie kochają, mowią do siebie ludzkim językiem, wspieraja sie w trudnych chwilach i zawsze moga na siebie liczyć. Czytając blog, zastanawialam się, czy wymyslający przepisy chciałby być na miejscu któregokolwiek dziecka z „bedomia”, bo inaczej tego nazwać nie można, podpisłby sie pod tym co wymyslił. Byłam w podobnej sytuacji, tez chciałam adoptować dziecko, okazalo się, ze brakuje mi 0,7 metra, do wyliczonych metrów na osobę do zamieszkania, nie było ważne, ze to dotyczy części naszego pokoju, a nie pokoju dziecka. Dostałam kwitek … von stąd i nie wracaj… szlag mnie trafił, ale mogłabym mieć dwoje dzieci, dzisiaj mam tylko jedno, a miłości mam na duuuuuuuuzo wiecej, dziele ja wsród rodziny i wszystkich, ktorzy tego potrzebują. A Pani z ośrodka adopcyjnego patrzy na mnie z zazdrością, że dzisiaj mam dom, ogród i ponadnormatywny metraż.
    Pozdrawiam wszystkich oczekujących na decyzje „PAŃ” z ośrodków

    • Jerzy Wilman pisze:

      Wisa – szacunek i podziw – zazdroszczę Ci takich rodziców. Czasami nie jest ważny tylko dostatek a serce – serce i miłość. To wystarcza, by godnie i dobrze wychować swoje pociechy. Szkoda, że Ci nie wyszło. Jeden maluszek mniej… Szkoda.

  2. ~Kasia pisze:

    Do „Mamy”: Zioniesz jadem niemilosiernie. Z Twoich tekstow jasno wynika, ze zostawil Cie maz i teraz jest szczesliwy… A Twoje nieszczescie przycmilo Ci rozsadne myslenie. Przeczytaj jeszcze raz tekst postu a potem swoje wypowiedzi i zastanow sie nad tym co napisalas… Patrzysz oczami kobiety zranionej i zyczysz nieszczescia kazdemu kto jest szczesliwy lub walczy o odrobine szczescia…. Troche empatii i Twoje zycie bedzie lepsze….

  3. kunegunda.katafalk pisze:

    Bardzo ciekawy post. Myślę, że będę zaglądać tu b. często :)
    Zapraszam również do siebie :) http://dreamsinmymind.blog.pl/

  4. ~Kaśka pisze:

    Chętnych do adoptowania dziecka jest o wiele więcej niż dzieci do adopcji. Muszą więc istnieć jakieś kryteria wyboru. Oczywistym więc jest, że jeśli ktoś nie umiał poradzić sobie z problemami w swojej rodzinie i musiał odejść od własnych dzieci, to nie będzie umiał poradzić sobie z naprawdę poważnymi problemami dzieci przysposobionych. Jakim też będzie dla nich wzorem?Takim, że można opuścić swoje dzieci, jeśli coś się nie powiedzie.

  5. ~Aleksandra pisze:

    Heh…..niektore osoby, ktore odpowiadaja na artykul, zreszta bardzo dobry, chyba nie potrafia zobaczyc dalej niz slowa.
    System adopcyjny, wszedzie jest kiepski, trudny.
    Przykro mi dla tej pary, stracic dziecko tez jest okropnym uczuciem.
    Niektore kobiety potrafia byc okrutne wobec innych kobiet! ;)

  6. ~Anna pisze:

    Hej, a co z tamtymi dziecmi – zostawionymi z ex-malzonkami???? One świadczą o tym, jak się „nadajecie” na rodziców. Bardzo dobrze,ze nie dostaliscie nowej zabawki-nowego dziecka.

    • Jerzy Wilman pisze:

      Anno – chyba traktujesz temat nie jak kobieta, albo nie doczytałaś tekstu do końca. Ich dzieci już są dawno pełnoletnie i żyja swoim życiem.. Cóż – według Ciebie pewnie trzeba Jana i Olę zostawić samotnymi do końca życia? W końcu tak się stało…

      • ~Anna pisze:

        W tej chwili dzieci z poprzednich związków są już „prawie dorosłe”. W momencie rozwodów nie były – „Jesteśmy już z Olą razem od prawie dekady”. Takie skomplikowane obliczyc,ze dzieciaki musiały byc pozostawione gdy miały 6-7 lat?? Skoro są TERAZ „prawie dorosłe (czyli nie przekroczyły 18 lat) a nowy związek trwa od lat 10-ciu, to rozpad poprzednich małżenstw dotknął dzieci kilkuletnie. Prosze mnie poprawic, jesli źle liczę.

  7. ~ifka pisze:

    Wszyscy, którzy tak pięknie piszą nie mają pojęcia o czym piszą! Mam dwoje adoptowanych dzieci. NIC i NIKT nie przygotuje rodzica na to co zmieni się z pojawieniem się dzieci adopcyjnych.

  8. ~Pan54Am pisze:

    Czytam blog.Czytam komentarze.Czytam blog.Czytam komentarze.Czytam i oczom nie wierzę.O kraju katolicki jak wychowałeś takiego człowieka jak „mama”.Czy Ty wiesz kobieto że w pewnym wieku dzieci nas zostawiają!.Czy Ty wiesz kobieto że w pewnym wieku zostajemy sami!.Czy nie wolno nam decydować o własnym losie gdy /być może/ wypełniliśmy już obowiązek wychowania dzieci!. Może trochę matematyki?.Dziecko urodziło się jak małżeństwo miało 21 lat. W wieku 21 lat odchodzi z domu do drugiej osoby.Rodzice mają wtedy ok.42 lat. To jest połowa życia i coooo! nie wolno im zadecydować o własnym życiu?.Powie Pani a wnuki!.A jak ich nie ma to coooo? A nawet jak są to czy nie wszystkie dzieci nasze są!.Spotkała Pani dzieci z rodzin patologicznych? Z iloma?.Uważa Pani że trzeba tych rodziców pogłaskać bo nie zostawiają dzieci?Bo mają w tym cel!.A te dzieci są bardziej pokrzywdzone niż te które są pozostawione w wyniku rozwodu bo państwo dba bardziej o takie dzieci nakładając zobowiązania alimentacyjne.A co dostają rodziny patologiczne? Pomoc którą rodzice tych dzieci zostawiają w sklepie monopolowym? życzę Pani zdrowia bo przy takiej agresji ,łatwo nabawić się choroby sercowej /i nie myślę tu o pokochaniu drugiego człowieka/.

    • ~atl 37 pisze:

      brawo !!! zgadzam się z Panem w stu procentach !!! W tym chorym kraju ponad połowie biologicznych rodziców powinno się odbierać dzieci ( mam na myśli patologię) .
      A ta Pani ,której wypowiedzi są tak przesycone jadem niech się rozejrzy dookoła zamiast tkwić w swoim wyidealizowanym świecie,niech zobaczy dramat dzieci w tych na pozór „szczęśliwych i pełnych „rodzinach .

  9. ~beata86r pisze:

    Przykro jest czytać takie historie, zwłaszcza w świetle ostatnich zdarzeń, o których czytamy w prasie bądź oglądamy w tv, gdzie biologiczni rodzice katują, mordują swoje dzieci. W Polsce jest tylu ludzi, którzy pragną dać przede wszystkim swoją miłość a nie odpowiedni metraż mieszkania lub odpowiednią ilość zabawek. Natomiast małżeństwa, które od tak mogą mieć całą piątkę maluchów w ogóle nie doceniają tego daru, skazując je na życie w patologicznych rodzinach. Strasznie to nie sprawiedliwe, gdy słyszy się o zamordowanych brutalnie dzieciach, wiedząc, że gdzieś ktoś takie dziecko może chętnie by adoptował, gdyby system zadziałał jak trzeba. Niestety obawiam się, że w Polsce prędko się to nie zmieni…

  10. ~mała pisze:

    A skąd wiadomo, że to Jan zostawił swoją żonę a nie ona jego? Ma do końca zycia chodzić z tego powodu w worku pokutnym? I podobno 98% ludzi w Polsce to katolicy…chyba pseudo, bo nie rozumieją swoimi małymi mózgami idei katolicyzmu i wiary…albo biorą ją tak jak im w danej chwili wygodnie….śmiechu warte

  11. ~mama pisze:

    Prawidłowo,że nie zgodzono się na adopcję ! Pan Jan jak i jego q Ola już wcześniej zostawili swoje dzieci dla własnej fanaberii !!!
    Jak można zaufać tego typu ludziom i dać na wychowanie dziecko,jeśli w przeszłości tych dwoje porzuciło własne dzieci dla żądzy rozporkowej. Sama natura rozwiązała problem
    Brawo dla sądu!!!!

    • Jerzy Wilman pisze:

      Oceniasz ludzi nie znając ich – cóż – takie masz prawo. Nie widzę w tym rozporka, ale w imię wolności wypowiedzi post zamieszczam.

      • ~mama pisze:

        Przepraszam,ale jak to rozporka Pan nie widzi ? Przecież jasno jest napisane,że cyt ,,-oboje pozostawiliśmy gdzieś rodziny…,, czyli pan Jan porzucił swoją żonę i dzieci – jak się można domyśleć dla kochanki. i nagle oświecenie -z kochanką zapragnęli mieć nowe dziecko-a ja się pytam ,co z pierworodnymi dziećmi ,czy to dla Pana Jana śmieci,a może mebelki ,którymi się znudził i stwierdził,że czas na wymianę?
        Zarówno ten Jan jak i jego kochanka ,jak chcą się wykazać jako rodzice ,niech zajmą się własnymi dziećmi ,a nie cudze narażać na życiową porażkę!

      • ~mama pisze:

        Przepraszam,ale jak to r…Pan nie widzi ? Przecież jasno jest napisane,że cyt ,,-oboje pozostawiliśmy gdzieś rodziny…,, czyli pan Jan porzucił swoją żonę i dzieci – jak się można domyśleć dla kochanki. i nagle oświecenie -z kochanką zapragnęli mieć nowe dziecko-a ja się pytam ,co z pierworodnymi dziećmi ,czy to dla Pana Jana śmieci,a może mebelki ,którymi się znudził i stwierdził,że czas na wymianę?
        Zarówno ten Jan jak i jego kochanka ,jak chcą się wykazać jako rodzice ,niech zajmą się własnymi dziećmi ,a nie cudze narażać na życiową porażkę!

  12. ~mamcia pisze:

    To prawda, dziecko to nie zabawka i nie o to chodzi żeby wziąc bo się ma chwilową zachciankę a potem oddac jak pieska który się znudził, wcale się nie dziwię że są te wszystkie procedury i dzieci muszą czekac w domach dziecka bo w końcu czy lepiej było by gdyby się rozczarowały jakąś rodziną która by je po miesiącu oddała??? Zresztą ten p. Janusz niech nie xxxxxxxxxxx tyle xxx a jak już jakiejś zrobi dziecko to niech się zajmie jego wychowaniem a nie xxxxxxx sobie do następnej naiwnej xxxx Oli i xxxxx następną a tamtym dzieckiem musi się zajmowac jego matka. Skąd wiadomo że gdyby w ich przypadku orzeczono adopcje czy by też się nie zachował jak w przypadku byłej i czy by dziecka nie zostawił na wychowanie Oli a sam by xxxxxx do kolejnej. Takich xxxxx to powinni im jajca podwiązywac.

  13. ~kasik pisze:

    witam!!! Jak ja nienawidzę tych bezdusznych ośrodków nie liczących się z człowiekiem ! już wam wytłumaczę , dlaczego: nam z mężem udało się przejśc pozytywnie , te wszystkie kursy przed adopcyjne(choc nie ukrywam , ze pewne pytania , wchodzenie butami w nasze życie niekoniecznie mi się bardzo podobało- ale zacisnął człowiek zęby i do przodu pchał tą machinę , chcąc przypodobac się pracownikom ośrodka- bo tak naprawdę chcieliśmy miec dziecko) – kursy zaliczone jest zgoda. Po roku się wreszcie udało i dostaliśmy telefon. przy określaniu wieku dziecka ograniczyliśmy max.4 latka i braliśmy pod uwagę rodzeństwo.. ku naszemu ździwieniu zaproponowano nam rodzeństwo w wieku 6 i 7 lat i na wstępie zaznaczono, ze jak się nie zgodzimy to idziemy na koniec kolejki a ona jest długa i jeszcze zaznaczono otwarcie , ze dzieci sa duże i marne szanse aby je ktoś wziął . No i klops z jednej strony człowiek się bał, bo to duże dzieci a z drugiej serce waliło jak oszalałe, ponieważ poczuło , że marzenia o rodzinie mogą się spełnic. Na zastanowienie dano nam tylko 2 dni, a my w tym wszystkim zostaliśmy sami i trzeba było podjąc decyzje. Podjęliśmy się tej adopcji z zapewnieniem ośrodka, że będziemy miec pomoc psychologiczną, na która jak szybko się przekonaliśmy nie mogliśmy liczyc – i tu się zaczęły problemy , ponieważ dzieci mimo tego,że były zdrowe to bardzo rozchwiane emocjonalnie, psychicznie i totalnie zaniedbane.Zaznaczam , że cała adopcja od pierwszego spotkania do konca zamkneła się w 2 miesiacach. Tak jak wspomniałam na wstępie instytucje tego typu nie liczą się z człowiekiem i z tymi biednymi dziecmi , które pragną odrobiny normalności i ciepła. W rezultacie od adopcji mija właśnie 7 lat i z ciężkim sercem muszę wyznac, że to jest droga przez mękę.Jedno z dzieci chce , pracuje nad sobą a drugie wręcz przeciwnie odpycha , czasami nienawidzi a psychologowie rozkładają ręce a nam już pomysłów brakuje gdzie zaznaczam jesteśmy bardzo pomysłowi i przede wszystkim zdeterminowani . Oj , ale się rozpisałam. System adopcyjny jaki jest w naszym kraju jak i pomoc po adopcji dla rodzin powinna by drastycznie zmieniona, Bo nie godzi się grac na ludzkich uczuciach – okropne. Trzymajcie za nas kciuki pozdrawiam

  14. ~adopcyjna mama pisze:

    A ja jak słyszę o biednych, spragnionych miłości i czułości dzieciątkach, które zabawki ucieszą, za rączki nowego rodzica wezmą, przytulają się, te aniołki cudowne…., to uśmiech ironiczny w kacikach mi sie pojawia. Tylko niektóre z dzieci, które są w domach dziecka nie sprawiają kłopotów przyszłym rodzicom, a sama miłość, dobroć i przytulanie nie wystarczą. Dzieci z rodzin patologicznych obciążonych alkoholizmem, zatrutych w łonie matki nikotyną, dzieci rodziców ociężałych umysłowo (proszę sie nie obrażać, ale one często trafiają do dd) sparwiają wiecej kłopotów niż radości. I to trzeba wiedzieć, i tylko osoby, które zdają sobie z tego sprawę i mają siły więcej niż stu naturalnych rodziców razem wziętych powinny dostapić zaszczytu adopcji. Z takim wyobrażeniem o przyszłym potomku naprawdę mogłoby się nie udać.

    • ~Gosia pisze:

      I to co piszesz to jest prawda.Znam pare rodzin mających dzieci adopcyjne i wcale nie jest tak jak sobie te osoby wymarzyły a wręcz przeciwnie. Jeden adopcyjny syn tak leje rodziców, że policja jeżdzi z interwencją tam i z powrotem. Ludzie starsi, spokojni a syn diabeł w ludzkiej skórze. Inny przypadek. Prości ludzie (ona sprzataczka on karawaniarz) adoptowali chłopaka. Dali mu dom, dali miłość, starali się jak mogli. Jak chłopak podrósł znalazła się matka biologiczna, ładna, majętna, pachnąca perfumami.Wystarczyło że kupiła chłopakowi rower, dała pare złotych i juz nie babrając się w pieluchach miała dziecko. Na adopcyjnych rodziców nawet nie spojrzał.

  15. ~Elenka pisze:

    Bo to chory kraj jest. Nasze przepisy są co najmniej dziwne…
    Ale jest też nagonka na rodziny adopcyjne. Ile razy się słyszy „dla kasy se dzieciaka wzięli”, czy „brzydka ta mała, ale starej pannie by przecież ładnego nie dali”… To usłyszałam osobiście, na temat znanych mi rodziców adopcyjnych… Nóż się w kieszeni otwiera!

  16. ~mb5851 pisze:

    Jestem 63 letnim dziadkiem. Ale czytając , łzy rozpaczy i bezsilności płyną mi z oczu. Staram się uspokoić , mówię sobie , „a niech ich wszystkich , utrudniających , szlag…”. Jak wiele Dzieci mogłoby być Szczęśliwymi , gdyby nie głupie i nieszczęśliwe decyzje „zimnych” i sztywnych przepisów , a może „urzędasów” ???. Serce moje wyje !!!. Kochajcie Wszystkie Dzieci !!!. Dobry Los , Wam to wynagrodzi. Pozdrawiam.

  17. ~Ola pisze:

    Moi znajomi przez ponad dwa lata użerali się z przepisami adopcyjnymi. Nie mogli mieć własnych dzieci i zdecydowali się zaadoptować rodzeństwo. Obydwoje wykształceni, bardzo dobrze sytuowani, finansowo zabezpieczeni. I przede wszystkim ludzie z ogromnym sercem i pragnieniem posiadania pełnej rodziny. Przez ponad dwa lata obszarpywali ich i sprawdzali, poddawali badaniom psychologicznym. Na szczęście przeszli przez ten koszmar i adoptowali dwójkę maluchów. Ale niesamowicie wku*** mnie fakt, że alkoholikom i nierobom przyznaje się dzieci od tak, jeśli tylko chcą sprawować funkcję rodziny zastępczej, na dodatek państwo im za to płaci. Natomiast normalni ludzie muszą przejść przez biurokratyczne piekło i jeszcze często im się to nie udaje.

  18. ~Kasia pisze:

    Bardzo dobrze, że odmówiono adopcji – tych dwoje porzuciło wczesniej własne rodziny. Dziecko to nie towar. Adopcja została utrudniona kiedy za PO polikwidowano w kraju ośrodki adopcyjne i wpowadzono opłaty za szkolenia. A co śmieszniejsze – była akcja „promująca” adopcję – ambasadorki akcji – p. Komorowska i Krzywonos. Ha ha, kto to jeszcze pamięta?

    • Jerzy Wilman pisze:

      Kasiu – ludzie mają daną przez Boga (nie jestem katolikiem) wolną wolę. Nie osądzaj nikogo na podstawie kilku faktów. Rozwód nie musi i dla bardzo wielu nie oznacza niczego innego poza chęcią rozpoczęcia innego życia. Bo poprzednie było złe. Niestety, przygotowując materiał na ten post zetknąłem się z wieloma publikacjami w których obecnie jednoznacznie wręcz pisze się to, czemu zaprzeczasz. Dziecko stało się towarem. I to bardzo chodliwym. Pozdrawiam Jerzy

  19. Nasz kraj jest dziwny, tyle się krzyczy, że In Vitro to zło, ale szansy na adopcję też się nie daje. Mam wrażenie, że ludzi coraz bardziej sprowadza się do poziomu bydła, które można kupić sprzedać.

  20. ~mama pisze:

    Prawidłowo,że nie zgodzono się na adopcję ! Pan Jan jak i jego przydupnica Ola już wcześniej zostawili swoje dzieci dla własnej fanaberii !!!
    Jak można zaufać tego typu ludziom i dać na wychowanie dziecko,jeśli w przeszłości tych dwoje porzuciło własne dzieci dla żądzy rozporkowej. Sama natura rozwiązała problem
    Brawo dla sądu!!!!

    • ~Anushka pisze:

      Komentarz poniżej krytyki…jak można coś takiego napisać/powiedzieć o drugim człowieku. Rozumiem, ze Autorka komentarza jest osobą głęboko wierzącą i praktykującą katoliczką, która nie pochwala rozwodów i dlatego może mówić takie rzeczy, że poronienie to kara za ich grzechy. Gratuluję iście chrześcijańskiego podejścia do drugiego człowieka. A co do tego,że nie było zgody na adopcję, o uważam,że w tym kraju niestety cały system jest chory, bo chyba dziecku lepiej w kochającej i mądrej rodzinie niż w Domu Dziecka.
      PS: życze mniej jadu w następnych komentarzach.

      • ~mama pisze:

        Mój komentarz odnosi się do treści tylko tego artykułu i wiara nic nie ma z tym nic wspólnego -nie jestem praktykująca ,ale myślę realnie.! Ci ludzie wcześniej dali już dowód na to, jak potrafią stworzyć ,,kochającą,, rodzinę.
        Nikt nie powinien świadomie narażać żadnego dziecka na piekło ,jakie wcześniej przeszły dzieci ,,bohatera,, pana Jana i jego kochanki. Już raz skrzywdzili własne dzieci ,więc jest duże prawdopodobieństwo,że sytuacja się powtórzy i dlatego urzędnicy nie wyrazili zgodę na adopcję ludziom,którzy nie sprawdzili się jako rodzice.

    • ~michelle77 pisze:

      Nóż się w kieszeni otwiera jak czytam takie coś.
      Jaka fanaberia i żądza rozporkowa? Nie mamy gwarancji, że będziemy się miłować na zawsze. Nikt z nas nie wie jak będzie.Mam wrażenia, że napisał ten komentarz mentalny moher.
      Co złego zrobili Ci ludzie by ich tak opluwać?
      Lepiej dla dzieci by miały szansę na normalny rozwój a nie wegetację w bidulach.
      Ja osobiście podziwiam chętnych do adopcji bo to mega odpowiedzialność i trud by akceptować wady nie-swojego dziecka (własnemu bardziej się niestety pobłaża)

  21. ~Ruda pisze:

    Brak słów… aż się płakać chce!!!

  22. ~js pisze:

    Bo to wynik neoliberalnych rządów w naszym kraju na które się godzimy…to nasza wina!

  23. ~Hella pisze:

    Masakra, ale tak jest niestety w naszym kraju. W takim układzie nawet iv wychodzi taniej niż kupno nowego mieszkania.

  24. ~Maddi pisze:

    szkoda słów na te głupie przepisy-wątpię czy dla dziecka które marzy o rodzicach ważny jest metraż pokoju w którym zamieszka.Jakoś dziećmi które żyją w patologicznych rodzinach ,które 1 pokój dzielą na 10 osób nikt się nie przejmuje -wszystko żeby tylko utrudnić ludziom szansę na prawdziwą rodzinę!!!!

  25. ~Artuer pisze:

    Nie ma co sie aż tak denerwowac, szkoda zycia!

  26. ~Urszula Girstun pisze:

    Wiele zlego robia tu bezsensowne i niejednoznaczne przepisy dotyczace adopcji.Jesli do tego doda sie tumiwisizm urzednikow i sadow, jest jak jest.Z jednej strony czekaja tysiace chetnych na adopcje rodzicow , z drugiej pelne Domy Dziecka.

  27. smdblog pisze:

    Szczerze ??? Wkurwiająca rzeczywistość. Z bólu i bezradności, aż chce się wyć. Czasem do szczęścia tak niewiele trzeba, a biurokracja skutecznie blokuje. Niech ich … jasna ciasna.

  28. ~Alba pisze:

    To skandal, że NORMALNYM ludziom (chcącym adoptować, a nie kupić sobie dziecko!) tak utrudnia się życie! (A jeszcze często muszą się wstydzić swojej decyzji, bo dziecko jest „niewłasne”, a więc gorsze!) Mam znajomą rodzinę, bardzo kochającą, która toczyła bój o ten „przywilej dla wybranych” przez 4 długie lata! W końcu musieli zrobić przebudowę domu, bo dziecko, rzekomo, MUSI mieć własny pokój – bez tego umrze w męczarniach? A w tym czasie dziecko, owszem, pławiło się w luksusach w Domu Dziecka. Oczywiście to wszystko „dla dobra dziecka.” Kiedy byłam młodą dziewczyną, marzyłam, by z moim mężem stworzyć rodzinny dom dziecka – okazało się jednak, że jako osoba niepełnosprawna „nadaję się” na matkę biologiczną – ale na adopcyjną już wcale. Przeraża mnie też myśl, że gdybym nie miała kochających rodziców, prawdopodobnie całe życie spędziłabym w takiej „przechowalni dla dzieci” – bo takie dzieci jak ja „się nie kwalifikują.” Pewna prosta kobiecina z mojej miejscowości, która adoptowała chłopczyka, którego opiekunki jej odradzały, bo był, rzekomo, „za brzydki”, podsumowała to następująco: „A co to, kurna, konkurs piękności?”

    • Jerzy Wilman pisze:

      Alba – i jak tu nie użyć cytatu: „Ludzie ludziom gotują ten los”. Inne znaczenie, inny czas – ale serce boli jak jasna cholera…

    • ~adgam51 pisze:

      Jak czytam lub słyszę o takich historiach to szlag mnie trafia.By adoptować to cuda wianki sie wyczynia :a to mała powierzchnia mieszkaniowa,lub jakieś zobowiazania itp.Czy to jasnej cholery nikt nie bierze pod uwagę ,że osoby chcące adoptować dzieci tzn nazwę to „normalni” dają bardzo dużo SWOJE SERCE.Przecież liczy się miłość do dziecka.Dlaczego tak się dziwnie dzieje,że takie POTWORY z Pucka mogły „zaopiekować”się dziećmi.To wszystko jest chore.CHORY KRAJ.Zycze Wszystkim,którzy starają się o adopcję WSZYSTKIEGO DOBREGO BY SPEŁNIŁO SIĘ ICH MARZENIE I DZIECI ZNALAZŁY DUŻO CIEPŁA.

      • ~Ancykryst Przegrzeszony pisze:

        To proponuję robić szkolenia i egzaminy przed zezwoleniem na zajście w ciążę. Bo sytuacja jest dokładnie ta sama.

        Jeśli byle blokers i latawica mogą po pijanemu zrobić dziecko, to czemu para uczciwych obywateli z własnym mieszkaniem, dochodami, ustabilizowanym życiem nie mogą go adoptować? Chory kraj!

        • Jerzy Wilman pisze:

          Ancykryst – dzięki za radykalną, ale w mojej ocenie słuszną wypowiedź. Państwo prawa, które w Konstytucji ma wpisaną równość obywateli tak na prawdę ma w dupie to, czy są równi. Moja córka pracuje w budownictwie, jest kierowniczką oddawanego właśnie do użytku budynku socjalnego w dużym mieście. Lokale przewidziane do rozdania przez miasto różnym potrzebującym, także tym chlejącym i ćpającym są takie, że głowa odpada. Zelektronizowane, nowoczesne, w sporej części z dwiema łazienkami, balkonami. Niektóre z nich mają po 75 m2. Spora część tych, którzy w nich zamieszkają zasługuje na własny kąt dobrej jakości. Na co zasługują jednak ci, którzy nie zhańbili się żadną prócz sprzedaży złomu pracą, w „socjalu” uchodząc za biednych i niezaradnych? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

        • ~Anna pisze:

          Często myślę dokładnie w ten sposób. Egzaminy są nawet na głupie prawo jazdy – żeby kierowac autem trzeba cośtam umieć. Zeby sprowadzic na świat dziecko nie trzeba miec żadnych uprawnień, zadnych umiejętności, żadnych predyspozycji. To jakis obłęd.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>