Przyjedź do mnie. Z tobą zwykły chleb będzie kawiorem

Autor tego postu bierze udział w konkursie pt. „Jak uratować związek?” Blog.pl i Wydawnictwa Znak Literanova -   www.jak-uratowac-zwiazek.blog.pl

________________________________________________________________________

Już dłużej nie wytrzymam. Jeśli świat ma się zakończyć – niech to będzie teraz. Litości, siostro, proszę o morfinę!!! Dlaczego nikt nie przychodzi do sali? Przecież naciskam ten cholerny przycisk z całą siłą… Wiem, czwarta rano, wiem! Ale ból tam, w środku jest nie do opanowania. Poprzednia szpryca morfiny, ta o północy dała radę uspokoić moje ciało tak na godzinę. Godzinę kolorowych wizji, ostrego widzenia, spokoju.  Znów jęczę, potem – tak mi się wydaje – nawet krzyczę. Obok mnie inni pacjenci. Nie śpią. Też chcą morfiny, na litość Boską, morfiny – dla mnie.

Z przerażeniem widzę mój pozszywany brzuch. Ale jeszcze większe przerażenie wzbudza przyklejony do niego sporej wielkości cielistego koloru worek. Właśnie się dowiedziałem, co to jest. I co dla mnie oznacza. Żegnaj sedesie. Teraz ten spory plastikowy pojemnik, przytwierdzony do żywego ciała klejem będzie dla mnie ubikacją. Na długie miesiące. A może i do końca życia. Morfina już niepotrzebna. Najgorsze minęło. Siedząca obok mojego łóżka żona nie kryje zażenowania. Bo i co mi może powiedzieć? Będzie dobrze? Żyjesz chłopie? Kurwa, wolałbym się nie obudzić tam, na stole. Widzi to w moich oczach.

Przechodzę szkolenie z obsługi worka stomijnego. Oboje z żoną przechodzimy. Piguła jest znudzona, dla niej to nieomalże codzienność. Tak, jak dla wspinacza codziennością jest kolejny zdobyty szczyt. Dla mnie, dla nas to zwykły strach. Co będzie, jak woreczek pęknie? Jak się odklei? Przecież normalnie człowiek się kontroluje, a tutaj nie da rady. Idziesz do pracy, siedzisz obok kolegów i nagle…. Głośnie prrrrr! Patrzę na Kasię i widzę ten sam wyraz oczu, z przedwczoraj. Pociesza mnie – będę ci pomagać Jerzy. Przejdziemy przez to. Dziękuję jej lekkim ściśnięciem dłoni.

Potworny smród. Środek nocy, ciemno. Zapalam światło w naszej sypialni i wiem już, co będzie. Worek odpadł, gdy przewróciłem się we śnie na bok. Nie na TEN bok. Na szczęście pod prześcieradłem membrana z folii, ale co z tego, jak kołdra i moja, i żony cała umazana. Kasia udaje dzielną, ale słyszę, jak mówi sobie pod nosem – to już szósty raz… Szpila w sercu. Boli. Co z tego, że to nie moja wina? Może i tak, ale też i nie jej wina… Wymieniamy pościel, wymieniamy plastik pod prześcieradłem. Wietrzymy sypialnię. Nasze spojrzenia krzyżują się. Próbuję być dzielny, kiedy biorę rozłożoną już moją kołdrę i poduszkę, zwijam, i wychodzę do pokoiku gościnnego. Nie słyszę za sobą – „zostań”. I nie jestem tym zaskoczony.

Seks? Nie ma jak. Nie! W oczach żony obrzydzenie, możliwa jest właściwie tylko jedna pozycja. Ta przez nią znienawidzona. Wracam do swojego pokoiku, rozumiem, jak czują się odrzucone przez mężów kobiety. Włączam komputer. Czat na Onecie. Dla czterdziestolatków. To moja grupa wiekowa. Pasek leci szybko, ale i ja do wolnych nie należę. Tu worek nie przeszkadza. Staję się „sernikiem” – Sir_Nickiem. Z początku przez moją niewyparzoną gębę nie zyskuję przyjaciół, ale im dłużej siedzę i czatuję, tym bardziej rozumiem niepisane zasady pokoju. Daję na luz, przestaję wszystkich wokół wkurzać. Pojawiają się pierwsze privy, wskakuję w tak zwane krzaki. Świt za oknem wywołuje zdziwienie. To już tak późno? A raczej – wcześnie?

Kończy się miesiąc zwolnienia lekarskiego, potem drugi. Czas wracać do pracy. Z workiem. Masakra. Lekarz dopuszcza mnie pod warunkiem wykonywania zwodu wyłącznie w pozycji siedzącej, bez wysiłku. Mojemu szefowi się nie podoba taka decyzja. Nie dość, że nie było mnie ponad 60 dni, to teraz ma wrzód na tyłku. Zmienia mi stanowisko, a po tygodniu pracy dostaję wypowiedzenie. Trzymiesięczne, z odprawą i zwolnieniem z obowiązku świadczenia pracy. Kiedy je odbieram w kadrach, głośnie TRRRRRR z worka sygnalizuje, że mój organizm się wypróżnia. A po chwili już wiem, że klej nie wytrzymał. Zabieram papiery i trzymając przeciekające ubranie wychodzę, obserwując z satysfakcją zatykające nosy urzędniczki.

W nocy, jak dr Jekkyl i Mr. Hyde zmieniam się w „sernika”. Nie ma woreczka, nie ma wypowiedzenia. Jest adrenalina wirtualnych kontaktów, szybko lecący pasek, atrakcyjne nicki. Febe z Opola spędza ze mną na privie codziennie nawet po godzinie. Wiemy jedno o drugim coraz więcej. W końcu przychodzi czas, kiedy słyszę ją po raz pierwszy przez telefon. Oczarowanie. Lepszy świat? Na pewno. Tyle że to świat oparty na kłamstwie. Czar pryska, gdy Febe wysyła mi swoje zdjęcie. Nie cierpię grubasów, a ona waży ze 120 kilo. Piszę jej o stomii. Wystarcza. Nadchodzi czas Ani, potem Motylka, wreszcie pojawia się Alicja. Coś mnie w niej ujmuje. Gadamy do piątej rano.

- Kasiu, o której wrócisz? – pytam żonę widząc, jak szykuje się późnym sobotnim popołudniem do wyjścia. To jeden z magicznych ciepłych letnich zmierzchów, kiedy szarzeć zaczyna dopiero po 20-tej. Co chcę usłyszeć? „Wyjeżdżam w delegację”? „Mama zachorowała, jadę do niej”? Obojętne, wystarczy jakieś święte kłamstwo, nawet takie dęte i na słomianych nogach. Nie ma lekko. – A co cię to Jerzy obchodzi? Będę jak wrócę. Pewnie zastanę cię przy tym przeklętym kompie. To teraz twoje życie, nie ja!

Ten sam szpital, ta sama sala, choć inne łóżko. I ten sam lekarz prowadzący. Tylko ból jakby inny, lżejszy. Ale zniosę każdy, niech mnie tną nawet na żywca. Wczoraj doktor Kowalski pocieszał: – Panie Jurku, naprawimy pana. Wyniki rentgen są dobre, rokuje pan do wyleczenia według mojej oceny nawet ponad 90%. W sercu szalała mi burza, chciałem wyściskać mężczyznę, ale ten widząc moje zamiary przezornie cofnął się z łapserdackim uśmiechem. Dzisiaj wiem, że jest dobrze. Moja nieco ociężała po narkozie ręka dotyka się lewej części brzucha. Nie ma worka! Nie ma… Tak jak nie ma Kasi. Przez ponad 10 dni rekonwalescencji pojawia się tylko raz. Przynosi ze sobą kopię pozwu rozwodowego.

Rozpoczynam walkę. Już jako normalny facet. O nią, o nasz związek. Ale oczy mojej żony mówią – NIE. Im dłużej próbujemy ze sobą rozmawiać, im mocniej widzę jej zaciętość, tym bardziej słabnę. Po miesiącu daję spokój. Nie ma sensu. Znajduję pracę. Z Alicją rozmawiamy już po dwie, czasami trzy godziny dziennie. Jej fotografia jest śliczna. Moje wyznania o chorobie nie wywołują na kobiecie wrażenia: - Jurku, przecież ja nie lubię cię, bo przypominasz mi Jamesa Bonda. Lubię cię dla ciebie samego. Dla wnętrza… W końcu opowiadam dziewczynie swoją historię od czasu szpitala do obecnie. W słuchawce zapada cisza. I nagle słyszę: Wsiadaj w pociąg i przyjedź do mnie. Poznajmy się. Spróbujmy. O pracę się nie martw. Tu, na Śląsku jest jej dużo. Nawet jak będzie nas stać tylko na chleb z masłem, to czuję, że będzie nam smakował jak kawior. Przyjedź Jerzy!

Informacje o Jerzy Wilman

Wiem, że poprawnie powinno być "Informacje o Jerzym Wilmanie". Sorry - WordPress tak właśnie formatuje nagłówek, pobierając nieodmienione imię i nazwisko z metryczki. Nic więc nie poradzę. Urodziłem się daleko od Dolnego Śląska, niektórzy mówią, że nad morzem. Mam wykształcenie elektroniczne, dziennikarskie i PR-owe. Rozwiedziony i ponownie żonaty. Moją pasją są problemy społeczne i ludzkie. Lubię rozmawiać, pomóc i wychwycić z człowieka to, co go boli. Lubię też pisać - choć czasami, kiedy dostanę za swoją twórczość kopa, zastanawiam się na chwilkę - po co mi to? Moim mottem jest "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Obecnie wszedłem w okres bardzo intensywnej walki. Przeciwnikiem jest życie.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Na bieżąco. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

131 odpowiedzi na „Przyjedź do mnie. Z tobą zwykły chleb będzie kawiorem

  1. ~kobieta-nie-typowa pisze:

    Cokolwiek powiedzą inni, ja jestem pod wrażeniem szczerości. Szanuję tego rodzaju szczerość – do bólu. Nawet stwierdzenie ” nienawidzę grubasów” jest dla mnie ok. Nie miało na celu nikogo ranić. Każdy ma coś czego nie trawi i nie jest w stanie zaakceptować w bliskiej osobie. Nie znaczy to wcale, że w innym człowieku, znajomym, przyjacielu, również nie będzie akceptował. Czy wyszukiwanie pretekstów jest bardziej ok?

    • Jerzy Wilman pisze:

      Dziękuję za post. I za akceptację moich osobistych preferencji. Nienawidzenie grubasów jest tylko preferencją rozmiaru, nie ma nic do ich charakteru. Znam bardzo wiele osób otyłych, wspaniałych ludzi, z którymi pobyt jest przyjemnością. Do niedawna musiałbym również nienawidzić siebie, prawie 100-kilowego faceta :-)

  2. ~Kasia pisze:

    Problem stomii znam i nie jest mi obcy mój tata żyje z nią 20 lat, też bywają momenty kiedy worek się odepnie, że czasami czuć brzydkie zapachy itp. Ze stomią można normalnie żyć tylko trzeba ją zaakceptować. Z drugiej strony, moim zadanie, jest to lepsze od śmierci i należy cieszyć się życiem i iść przez nie z pokorą.
    Pozdrawiam wszystkich stomików i życzę wszystkiego dobrego

  3. ~aga pisze:

    wiem co znaczy ten worek.. mój świętej pamięci dziadek miał raka jelita i po operacji przez 7 lat korzystał tylko z tego worka.. mieszkał sam ale też nie lubiał nigdzie wychodzić, najbardziej bał się chodzić do kościoła bał się, że w którymś momencie może zasmierdzieć
    ja od 16 roku zycia też cierpię na bóle jelit, biegunki – teraz jest znaczna poprawia biorę tabletki które nieco uśmierzają ból ale teraz w wieku 22 lat muszę uważać na to co jem, alkoholu pić nie mogę bo na drugi dzień tylko wędruje do toalety, niektórzy nie rozumieją mojej choroby (zespół jelita drażliwego) a wręcz czasem wyśmiewają się z tego… boję się, że w przyszłości też może mi coś takiego grozić..

    • Jerzy Wilman pisze:

      Aga, pewnie wszystko będzie dobrze. Życzę Ci tego z całego serca. A nawet jeśli – można z tym normalnie żyć – medycyna idzie do przodu. A co do alkoholu – nie martw się ;-) – może to i dobrze? Pozdrawiam Jerzy

  4. ~camilla pisze:

    Przez moment wspolczulam Panu.Po przeczytaniu calosci juz nie wspolczuje.Chat czy zona? Wolny wybor, a tak na marginesie:Fakt czy fikcja na potrzeby konkursu?
    Czemu ma sluzyc podawanie maila,prosze pana?
    Szuka pan dalej ksiezniczki na bialym koniu? Moze kon padl i ksiezniczka podaza boso, wiec tym samym moze sie spoznic albo po prostu nie dotrzec, jesli po drodze wpadla na chat!

    • Jerzy Wilman pisze:

      Camillo, dziękuję za post. Chyba jednak nie czytałaś całej historii, jest ona autentyczna, przeżyłem ją w latach 2003 – 2004. Ale ludzie mają większe niż moje zmartwienia. Zapewniam więc, że nie jest fikcją na potrzeby konkursu. Zbyt boleśnie odczuwam tamte dni – szczególnie patrząc na pooperacyjne zrosty. A co do księżniczki – od siedmiu lat jestem przeszczęśliwy w drugim małżeństwie – mimo 55 lat na karku kocham żonę Armelkę ja wariat i widzę, że z wzajemnością. Moja była też ułożyła sobie życie. A czat omijam z daleka, choć czasami piszą do mnie ludzie z ówczesnego pokoju dla 40-latków ;-).
      Pozdrawiam.

  5. ~wdz pisze:

    Historia bardzo interesująca. Dziwi mnie jak szybko ludzie odpuszczają sobie związki, mam na myśli Twoje małżeństwo. Nie wiem ile to trwało ale zakładam, że parę miesięcy. Myślę, że Twoja choroba mogła być gwoździem do trumny małżeństwa. To musiały być ciężkie chwile dla Ciebie, krótko mówiąc kolejne obsranie prześcieradła i to zażenowanie. A przecież tak nie powinno być, bo kto może być bliższą osobą niż żona. Zastanawiam się jak zareagowałaby moja kobieta. Zrobiła mi raz lewatywę i uważam to za bardzo zabawną historię, ale i jakiś dowód oddania. Wracając do tematu. Te internetowe znajomości – człowiek więcej sobie dopowiada niż widzi, ale szczerze życzę Ci powodzenia, bo wierzę w dobre przypadki. Co do grubasek, to absolutnie Cie rozumiem, mnie też to odpycha.
    Pozdrowienia
    Życzliwy

  6. ~sznooroowka pisze:

    Hmmmmm…… a na początku czytania było mi Ciebie żal…
    Dokładnie do tekstu „nienawidzę grubasów”. Jak mozna oczekiwać zrozumienia i empatii od innych, kiedy samemu ma się takie podejście. Jakbyś się poczuł czytając „nienawidzę facetów z workiem gówna”.

    • Jerzy Wilman pisze:

      Cóż – dziękuję Ci za opinię. Jak każdy, mam prawo do wyrażania swoich przekonań, nie ukrywam ich i nawet jeśli są kontrowersyjne – publikuję. Nie obraziłbym się za stwierdzenie „nienawidzę facetów z workiem gówna” – bo tka ktoś może to odczytywać – i jest to jego indywidualna sprawa. W tym grubasie chodziło o coś więcej – pisałem o tym – o kłamstwo. W sumie oboje skłamaliśmy, remis więc. Ale takie jest życie. Nie ma cudownych i miłych opowieści, jest tylko shit, który może być podany w cukierkowym opakowaniu, bądź bezpośrednio na tacy. I tak i tak będzie śmierdział – wybacz. Pozdrawiam Jerzy

  7. ~jola420 pisze:

    Konicziła, Sernik-san! :) Przypomniały mi się stare dobre czasy naszego „forumka”… Pozdrawiam i życzę świątecznie wszystkiego dobrego – J.

    • ~ pisze:

      Arigato Jola-san. Diabła bym się spodziewał :-) Stare, dobre czasy :-) – teraz już pokój 50 plus. Tyle, że od wielu lat, od całej tej historii czat omijam szerokim łukiem. Pozdrowienia Jolu :-)

  8. ~R pisze:

    Ciekawe są te wszystkie komentarze osób krytykujących słowa ,,nie lubię grubasów”. Fakt, źle sformułowane, ale czy na pewno,drodzy rozdrażnieni, odróżniacie akceptację kogoś (niezależnie od jego wyglądu czy zachowania) od atrakcyjności? Przecież autor wpisu wyraźnie miał na myśli atrakcyjność – w rozumieniu – seksualną. Dla mnie partner musi być atrakcyjny jako całość. Nie może mnie odstręczać wyglądem, zapachem, zachowaniem czy głupotą. Przyjaciel może być dowolnego sortu, ale partner? No, wybaczcie. Chyba trochę przesadzacie. Zachowujecie się jakbyście nigdy nie przeżyli szoku na widok spikera radiowego. Przecież w sieci poznają się najpierw umysły, a wygląd często pojawia się duuużo później i bywa, ze jest wstrząsem.

  9. ~Aga G pisze:

    Chciałeś naprawić związek juz „po” zaraz po tym jak w necie szukałes sobie ‚alternatywy’myślałeś, ze żona o tym nie wie? I racje ma Alicja – ta za gruba ta za brzydka…a ty co? Adonis?

  10. ~Alicja53 pisze:

    moj maz tez czesto wytyka cytuje:zobacz jaka gruba ,obrzydliwa,spaslun , a ja mu odpowiadam spojrz na siebie ,nie jestes idealny ….wkurza mnie frajer jeden

    • ~ pisze:

      Alicjo, nigdy, także mojej poprzedniej żonie nie podkreślałem cech cielesności, w żadnym przypadku – czy w domu, czy na ulicy, czy gdziekolwiek. Są one we mnie – i jeśli niezbyt podobają mi się otyli – wiem o tym wyłącznie ja. Więc tak przynajmniej nie raniłem mojej żony.

  11. ~Sybe pisze:

    Ciesz sie zyciem.Moja siostra przegrala.Ja bylem sparalizowany od pasa w dol.Lekarze dawali mi tylko kilka procent na przezycie.Pamietam przrazliwy bol .Nonstop przez dwa lata.Gryzlem z bolu metalowe prety od szpitalnego lozka,Pielegniarki plakaly gdy przychodzily robic mi zastrzyk.Nie bylo juz miejsca,najpierw w posladki pozniej w uda I w ramiona.
    Przez trzy lata lezalem w gipsowym korycie od glowy az do stop.Do zalatwiania mialem wyciety otwor w gipsie .Niestety nie zawsze salowa przyniosla basen na czas.To bylo dla mnie strasznie ponizajace.Az wreszcie przyszedl czas kiedy zrobilem pierwszy maly krok..Bylem szczesliwy.Jeszcze bardzo bolalo ale z dnia na dzien tych krokow bylo wiecej.Po kilku latach zostalem zawodnikem w szkolce lekkoatletycznej.nawet nizle mi szlo.Dzisiaj po latach jestem 100% zdrowym mezczyzna .Biegam ,gram w pilke ,jezdze na rowerze I laze po gorkach.Nigdy nie zapomne tamtych lat ,patrzenie w okno na drzewa ,jak wiosna staja sie zielone ,jesienia sledzilem kazdy lisc na drzewie.Zima okrywala galezie pirzyna sniegu.Te drzewa za oknem byly dla mnie jedynymi przyjaciolmi wtedy.jak wyjezdzalem po 3 latach ze szpitala to pozegnalem moje drzewa.Dzisiaj jestem tysiace kilometrow od nich ale wciaz je pamietam.Tak jak pamietam ten bol I moj pierwszy krok.Bloga nie pisze bo tyleludzkich nieszczesc .Wiec ja swoich nie chce dokladac .Pozdrawiam .Zycze milosci,wytrwania I zdrowia

    • ~ pisze:

      Sybe – jesteś bohaterem :-) Dzięki za wpis – może i Twoja historia powinna się znaleźć na blogu, by inni nabierali wiary? Podzielisz się nią?

  12. ~marzena pisze:

    Moj maz zachorowal na wzjg. Nasze zycie zamienia sie w pieklo. Jest ciagle o wszysstko wsciekly. O wszystko mnie oskarza. Doluje mnie na kazdym kroku. Nasza dotad ulozona w miare rodzina od 26 lat zaczala sie staczac. Jestem u kresu wytrzymalosci. Robie wszystko zeby mu pomoc, dowiaduje sie o dietach, leczeniach, gotuje odpowiednio. Jednak jego nerwowosc jest coraz gorsza i ja juz nie jestem w stanie tego zniesc. Kiedys cieszyla mnie kazda chwila ktora moglam z nim spedzic teraz jest odwrotnie. Nie wiem czy jest jakas szansa na poprawe?Nie wiem czy wszyscy chorzy staja sie tacy nerwowi? Bardzo sie boje ze nasze malzenstwo moze nie przetrzymac tej proby a tak bardzo bym chciala zeby bylo dobrze…

    • ~ pisze:

      Marzeno, jest w Prawie Morskim taki paragraf, który pozwala w czasie katastrofy na otwartej wodzie ratować swoje życie kosztem innego. Jeśli płyniesz jednoosobowym pontonem i widzisz tonącego innego rozbitka, masz prawo go nie wpuścić na ten ponton, bo wtedy zatoniecie oboje. Choroba jest sztuką wyboru. W podjęciu tego wyboru przemyśl, czy liczą się dla Ciebie dwa zmarnowane życia, czy tylko jedno. Dużo siły Ci życzę. I odporności na „to, co powiedzą ludzie”.

  13. ~? pisze:

    Czy naprawde dzisiaj nie mozna obejsc sie bez wulgaryzmow ? Cyt.”Autor tego postu bierze udział w konkursie pt. „Jak uratować związek?” Blog.pl i Wydawnictwa Znak Literanova – http://www.jak-uratowac-zwiazek.blog.pl

    A w tekscie slowo „k…”. No i co, Autorze jestes z siebie taki dmny i uwazasz, ze jak tekst z zycia wziety, to musi byc „k…” ? A potem slychac takie slowa wszedzie…

    • ~ pisze:

      Studiowałem dziennikarstwo i wiem, kiedy wulgaryzm jest wulgaryzmem, a kiedy świadomą ekspresją autorską dla podkreślenia opisywanej sytuacji. Jeśli Cię uraziłem – wybacz.

  14. ~Marcin pisze:

    Macieju – to taki żaert – prawda?

    Pozdrawiam dopuki jesteś zdrowy.

    Marcin

  15. ~Kelis pisze:

    A ja życzę Ci wszystkiego dobrego i trzymam za Ciebie kciuki! Twój wpis mnie wzruszył… rzadko spotykam ludzi, którzy tak kochają życie i mają w sobie tyle determinacji niezależnie od swojego położenia. Jak widać znalazłeś wspaniałą kobietę dla której będziesz najważniejszy na świecie, i to jest najpiękniejsze…
    Pamiętaj… zawsze kochajmy osobę z którą żyjemy… a nie idealny świat z nią związany… bo jak widać, świat może ulec zmianie.

  16. ~tina pisze:

    Wspolczuje.ja mam to szczescie w nieszzcesciu ze jestem chora na lesniowskiego-krohna i szpitale,bol,operacje i stomie to u mnie chleb powszedni ale moj maz jest przy mnie od siedemnastu lat i nigdy sie nie oddalil…

  17. ~leon pisze:

    No właśnie, od kobiety wymagasz akceptacji. No i co z tego, że jesteś bez pracy, worek z odchodami to mały pryszcz. Przecież liczy się charakter, osobowość.
    Ale w drugą stronę działa to już inaczej. Co z tego, że dziewczyna jest miła, mądra…ale ma krótkie nogi albo rzadkie włosy, albo dużą twarz itd., itp. Chcesz mieć gwiazdę, to nie dziw się, że Cię zostawi w chorobie albo w złych chwilach. Twój wybór gościu.

  18. ~m pisze:

    Nie rozumiem zupełnie ludzi dla których wygląd drugiej osoby jest na tyle istotny aby z jego powdu zakończyć znajomość. Moim zdaniem ta cecha dotyczy ludzi ubogich intelektualnie i duchowo. Rozumiem że może odstręczać niechlujstwo, brudne włosy, smród spod pach, ale nadwaga (tym bardziej jeśli nie wiemy czy jest spowodowana obżarstwem, a nie np chorobą, przyjmowanymi lekami)? Rozumiem ostatecznie, że nie znając osoby możemy powiedzieć „nie” widząc ją po raz pierwszy (choć tylko idiota sądzi książkę po okładce), ale uzyć słowa oczarowanie, a potem nie, bo gruba. Dla mnie to zachowanie 15-latka, a nie gościa w średnim wieku i myślę, że z tych samych powodów (niedojrzałości) wynikają te fochy na zonę. A podobno cięzkie chwile kształtują charatker…

    • ~ pisze:

      M – myślę, że nie odebrałeś/odebrałaś mojego przekazu należycie, pewnie się źle wyraziłem. Chodziło mi, że jeśli poznajesz nową osobę, wchodzisz w nowe środowisko to dobierasz je tak, jak chcesz je widzieć. Jeśli nie podobają ci się rudzi i piegowaci, to czy chcesz, by byli Twoimi znajomymi, jeśli masz awersję do łysych napakowanych karczychów, to czy będziesz się z nimi przyjaźnić, jeśli spotkasz wytatuowaną po szyję śliczną kobietę, a nie lubisz tatuaży – będziesz o niej myśleć jako o przyszłej partnerce? Inaczej jest, gdy się jest w związku od początku, gdy twoje kochanie nagle z takich czy innych powodów się zmienia. Wtedy trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw, wtedy miłość ma decydujące znaczenie. I to chciałem powiedzieć.

  19. ~Maciej pisze:

    Wolę jednak miłość na dobre i na złe… w zdrowiu i w chorobie.

  20. ~kasia pisze:

    Wlaśnie…cali Wy ( Ty) . Znajdujecie fajną kobietę… dogadujecie się… jest sympatycznie. Sami niedoskonali…ja pierdziulę z kupą dookoła siebie… ale co mowisz na widok tej sympatycznej kobiety? Grubasów nie lubię…waży ze 120 kg.
    Kiedy Wy znajdujecie inną kobietę opisujecie pod kątem jej wnętrza…. zaakceptowała was ( Ciebie) Nieważne, ze nie masz pracy…nieważne, ze masz stomię …chleb jak kawior z Toba itp. Cudowna ?? A jakże….w końcu nie patrzy na wygląd nie patrzy na chorobę, nie patrzy na pieniądze….

    Tylko ty taki nędzny bez pracy, z kupą dookoła….i kurde nie podoba sie fajna kobieta bo za dużo waży ???? Nie dość, że …to jeszcze dupek !
    P.S. I proszę nie wstawiac mi tu, ze jakas grubaska sie odezwała…bo nie jestem gruba ale wkurza mnie masakrycznie takie podejście.

    • Miecz z ostrzem miast rękojeści rani obie strony. Znajdujesz fajnego faceta, rozumiecie się nawet bez słów, może nawet jesteś doskonała i nie masz garba zasłaniającego głowę… Drżąc z emocji czekasz na jego zdjęcie, otwierasz załącznik skacząc na fotelu, zaciskasz pięści i przygryzasz wargę i jest… A na zdjęciu osoba, której widok wyciąga twoje wargi spomiędzy zębów i kształtuje z nich duży okrąg. Oczy otwierają się szeroko ze zdziwienia i z niesmakiem zamykasz przeglądarkę. Niemożliwe?
      Nawet, jeśli nie jesteśmy idealni, szukamy potencjalnie atrakcyjnych dla siebie partnerów. I co on ma powiedzieć kolegom? Że cudowna kobieta, ale straszny z niej… No właśnie…
      Nie generalizuj, bo zachowałabyś się tak samo w podobnej sytuacji.

    • ~Iza pisze:

      Brawo Kasiu! Zupełnie świeże spojrzenie. faceta żal, ale …my kobiety jesteśmy w tej litości na wskroś beznadziejne.

    • ~Alicja pisze:

      Dokładnie. Jak słysze faceta, który gada, ze ta jest brzydka, tamta gruba itd. to mam ochote podac mu lustro.

    • ~Ela pisze:

      Zgadzam się z Tobą, jak można być w tak masakrycznej sytuacji jak Jurek i patrzeć na wygląd kobiety… A on? Czy on jest piękny z tym workiem? Żona go chyba słusznie zostawiła…

    • ~Dagmara pisze:

      Poniekąd racja, trochę niesprawiedliwie Jerzy ocenił „grubaskę”… z tym, że jakoś od mężczyzn nie wymagam mocno złożonych uczuć, bo oni są tacy, hmm… prości…. i jak im „ciśnienie” nie podnosi się na jakąś to uważają, że nic z tego nie będzie. Może to przykre, ale jednak tak jest. Powiedzenie, że facet chce się kobietą pochwalić, jednak się sprawdza w 99%. Pozdrawiam

      • Jerzy Wilman pisze:

        Dagmaro – moja ocena była dla mnie oceną właściwą. Cóż – faceci są zdecydowanie prości. Masz rację. Jednak mają prawo do własnych sądów, choćby u innych budziły one kontrowersyjne uczucia. Dziękuję za wpis i pozdrawiam ;-)

    • ~kati pisze:

      Mądrzej nie mogłaś tego napisać … Czytałam tekst Jerzego i strasznie było mi żal tego faceta , jednak do pewnego momentu…120 kg !!! To doprawdy żenujące …widać nie cierpiał tak mocno , jak to opisywał , skoro stać go na takie chamskie zachowanie …sam nie był ideałem ze swojej winy, czy też nie , ale takie prostackie zachowanie względem osoby , ktora z różnych przyczyn ważyła ile ważyła , to szczyt szczytów … a może żona również do najszczuplejszych nie należała i wieczne docinki spowodowały ogólną niechęć i obrzydzenie , co skutkowało rozwodem…
      Faceci potrafią być podli , nawet w obliczu choroby i cierpienia !

      • Jerzy Wilman pisze:

        Widzisz Kati, jak łatwo jest zmienić zdanie. Zmieniłaś je, bo szczerze napisałem co mnie bolało. Nie chciałem wywoływać litości do siebie, jestem normalnym facetem. Mam plusy i minusy. Może ta awersja do puszystych jest plusem, może minusem? Wiesz, podsuwasz mi temat na kolejny post :-) Cóż – dzięki za ten obecny komentarz. Uczę się poprzez takie jak Twoja wypowiedzi, że prawda nie popłaca. Coś innego przekazywano mi na studiach z etyki dziennikarskiej…

    • ~klaudyna pisze:

      zgadza się, wprawdzie gratuluję powrotu do zdrowia, ale myślę, że nie powinieneś zarzucać nic żonie, bo w sytuacji odwrotnej zachowałbyś się podobnie. A życie ze stomią rzeczywiście jest trudne i dla chorego i dla jego rodziny. wiem, co piszę, bo bliska mi osoba była w podobnej sytuacji, choć wiedziała od razu, że będzie miała operację przywracającą w ciągu 3 miesięcy. i ani razu nie zdarzyła jej się podobna do Twojej przygoda, a i tak było trudno, pozdrawiam

  21. ~Andrzej pisze:

    Znam ten temat dogłębnie. Moja Żona żyła ze stomią 4 lata (po usunięciu raka jelita grubego). Było różnie. Walczyliśmy do końca. Niestety przegraliśmy. Żona nie zyje już dwa lata. Ale nigdy w czasie Jej choroby stomia i worki nie stanowiły problemu. Jeżeli Tobie udało się powtórne zespolenie to się ciesz i żyj swoim życiem. Taka choroba uczy, że zycie jest za krótkie żeby cokolwiek odkładać na później. Uczy, że tego później może nigdy nie być.

  22. ~kris pisze:

    ciekawy pomysł – spać we wspólnym łóżku z żoną mając worek stomiczny…

  23. ~madzialena_od__dlugich_nickow pisze:

    Twoja historia jest poruszająca i życiowa…Bez lukru.. Niestety, z ciężkimi chorobami tak jest-trudno sobie poradzić z ich konsekwencjami zarówno chorującemu (twoja ucieczka w czat), jak i jego rodzinie (odejście twojej żony). Żadne z was tak naprawdę nie sprostało sytuacji. A czat.. Tak łatwo tam znaleźć pocieszenie, zrozumienie, fascynację :-/ Może małżeństwo by przetrwało, gdybyś nie wpadł w ten nałóg? A może nie… Jako stary czatoholik nie umiem cię potępić. Jednak mam radę… Nie wracaj tam po więcej zrozumienia.. :)

  24. ~Naf-Ra pisze:

    Po co miec worki…zobaczcie ta strone…(adres wykreślony przez admina)…nie reklamuje ale chce zebyscie wiedzieli ze cos takiego jest… rak przewodu pokarmowego i polipy jelita grubego nie istnieja ale zobaczcie sami…pozdrawiam.

  25. ~Kasia pisze:

    Życie ze stomią nie jest łatwe. Ciesze się, ze to była stomia czasowa i wszystko układa się dobrze. Powodzenia na Śląsku!
    Czekam na kolejne wpisy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>