Dopóki śmierć nas nie rozłączy

ArabkaAlina: Kiedy leżysz pod swoim mężem, kiedy słyszysz jego sapanie i obleśne komentarze, zastanawiasz się, co ja tu, ku..wa robię? W półmroku „nastrojowego” jak cholera burdelowego światła widzisz znane ci do bólu rysy człowieka. Któremu dwadzieścia lat temu przysięgałaś przed ołtarzem. Wierność. Uczciwość małżeńską. I że nie opuścisz gnoja aż do śmierci. Jasna dupa. Aż do śmierci. To chyba jego, nie mojej. Niech ten koszmar się skończy. Niech napruty jak autobus – mój Boże – mąż, wreszcie się spuści i będę mogła, przewalając się przez tłuste cielsko pójść do łazienki. Wziąć godzinną kąpiel, wypłukując z siebie każdą cząstkę tego gnoja. Co Bóg złączył…

Asia: Mama nie umie dogadać się z tatą. Warczą na siebie, a przecież ojciec to niezły facet. No czasami się nie ogoli, czasami przyjdzie po wódce wypitej po pracy gdzieś tam z kolegami. Ale nie ma awantur. Nie ma chamstwa. Kocham tatę. Umie powiedzieć mi i Karolowi wszystko w taki prosty sposób. Nigdy nie da znać, że mam nadwagę. Czekam kiedy wraca z pracy. I boli, jak bardzo boli gdy widzę, że mama uchyla się od powitalnego pocałunku, gdy w milczeniu wraca do kuchni by odgrzać posiłek. Co z tego, że mam dopiero 15 lat? Ślepa nie jestem. I głucha też. Dzisiaj w szkole na matmie profesor rzucił luzacki temat: Jacy są wasi starzy?  Na matmie! Co go wzięło? Gdy doszło do mnie, powtórzyłam pytanie. I odpowiedziałam po prostu:  Moi są, kurczę, są… są starzy.  Nikt po mnie nie chciał się wypowiadać.

Kamil: Słyszę ich wieczory. W końcu dzieli nas nie tylko ściana, ale także drzwi w tej ścianie. Przekleństwo taniego budownictwa. Przechodnie pokoje. Pół biedy, jak się kłócą. Ale on wymusza na niej seks. Codziennie. Mama nie chce ustąpić tacie nawet za grosz. On zaś czuje się panem domu. Ku…wa, przeszkadza mu wszystko – źle zaścielone łóżko, za głośny telewizor, zbyt krótka spódnica mamy czy „aż” dwa sms-y. Nie pyta skąd. Wie. To kochankowie mamy. Jest tego tak święcie pewien, że nie zadaje sobie trudu analizy dnia jej pracy. Siódma – Ośrodek Pedagogiki Specjalnej. Do 14-tej. Od 14.30 – pracownia logopedyczna przy Ośrodku Zdrowia. Powrót do domu koło piątej po południu. Dwie godziny na przygotowanie obiadu, porządki, kanapki na jutro dla niego i dla Asi. I od 19.30 jeszcze godzina prywatnej praktyki. Na szczęście dwa piętra niżej, w wynajętej kawalerce. W soboty i niedziele – po osiem, nierzadko dziesięć godzin. Bo mama jest kimś. Nie chce, jak on, być tylko kierowcą. Wracając do ojca. To jak ona ma go zdradzić? Inaczej – KIEDY?

Alina – Życie zaczyna się ponoć po czterdziestce. Moje właśnie teraz się kończy. Po czterdziestce. Dorastające dzieci. Każde z nich chce być kimś. To kosztuje. Posadka państwowa. Druga posadka. I trzecia fucha na swoim. Liczyć na Romka? Cha cha cha, są lepsze sposoby na rozbawienie mnie! Ten dupek wszystko co zarobi przelewa na swoje konto. Nie widzę z tego ani grosza. I ani grosza nie dopłaca do domu. Czynsz? Prąd? Ogrzewanie? Telefon i inne stałe wydatki? To jest moje zmartwienie, nie zapłacę, to najwyżej odetną. Cokolwiek, a niech se odcinają. No co, przecież z domu, według Romka oczywiście, nas nie wywalą. To po ch..j płacić? A co, przy świeczce źle się bzyka? Wymiotuję tym jego seksem. Skąd w prawie pięćdziesięcioletnim facecie tyle jurności? Pewnie z pornoli, nie ma dnia by się nie karmił, zboczeniec jeden, darmową erotyką z komputera. Dla niego za darmo. Bo to ja płacę za sieć.

Asia – Tata zabrał mnie dzisiaj do Wrocławia. Do ZOO. Hmm, pewnie nie wie, że byłam tu już ze sześć razy. Ale z ojcem jest zawsze fajnie. Weszliśmy wejściem japońskim. Obok kawiarnia. Zamówił mi herbatę. Powiedział –  „Dla mojej księżniczki”.  I jeszcze ciastko, dwa właściwie. Mama mi zawsze mówi, że jestem gruba. No, że za dużo ważę. Tatuś nigdy mi nie dokuczał. Nigdy mi nie zabraniał frytek. I często chodziliśmy do KFC. Teraz w ZOO poczułam się dorosłą. Bo ojciec jest najprzystojniejszym facetem pod słońcem. Czy wyglądam jak jego córka? Nieeee. Pewnie nie. W końcu po to podkreśliłam oczy, użyłam trochę różu i zmieniłam fryzurę. O rety! Gdy przyszła kelnerka i postawiła tacie piwo z paluszkami, do mnie powiedziała –  A dla żony słodycze!”  Myślałam, że zwariuję! Żona! Ja! Pomyślałam sobie, że jeśli wyjdę za mąż, to tylko za takiego mężczyznę jak ten obok. Silnego. Władczego. Takiego, jak mój ukochany ojciec.

Telefon dzwonił w środku zajęć. Dzwonił, to być może za mocno powiedziane. Alina czuła jego wibracje na biurku, dźwięk był wyłączony. Zerknęła na numer. Nieznany. „Wołyńska, słucham?”*  - zgłosiła się wychodząc z sali. Głos po drugiej stronie, jakby nie słysząc prezentacji upewnił się –  Pani Alina Wołyńska? Nazywam się Wejherowski. Doktor Janusz Wejherowski. Proszę pani… Mamy na bloku pana Romana – pani męża. Obawiam się, że jest z nim źle. Tak, w szpitalu miejskim na Norwida.* Nie, nie mam z nim żadnego kontaktu, jest na sali operacyjnej. Pani telefon mam z jego komórki.

„Dopóki śmierć nas nie rozłączy”. Alina nawet nie zauważyła, że w kondukcie pogrzebowym nie ma jej matki. Co tam. Nie musiała, to i nie przyszła. Alina nie płakała. Chłodnym spojrzeniem oceniała formujący się wokół otworu w ziemi tłumek. Ledwie ze trzydzieści osób. No bo też – konstatowała na chłodno – Romek nie miał przyjaciół. Przycisnęła do siebie mocniej lewe ramię. Czuła pod nim dłoń syna, wspierającą ją od samego początku końca. Ładnie – początku końca. Modlitwa księdza, bez przekonania chwalącego zmarłego – wzorowego męża i ojca – nie rzuciła nikogo na kolana. Gdy zaturkotały grudy ziemi zrzucanej  łopatami na pogrążoną w czeluściach dziury trumnę, przez chwilę poczuła ulgę. To już koniec jej udręki. Koniec. Czyżby? Niczym we śnie usłyszała wysyczane w ucho słowa córki:  Nienawidzę cię. Zabiłaś mojego tatę, nienawidzę cię!!!

Kamil: – Coś mi nie zagrało, gdy wróciłem do domu. Czasami są takie chwile, że widzisz znane ci miejsce, i czujesz odmianę. Ale za Boga nie zdajesz sobie sprawy, co jest grane. Ja sobie tą sprawę zdałem po kilku chwilach. W przedpokoju nie było na wieszakach kurtek Asi. Ani tej „na co dzień”, ani tej „na okazje”. Przez otwarte drzwi jej pokoju widziałem rozgardiasz – pootwierane drzwiczki szaf, bajzel na zwykle porządkowanym łóżku. I brak waliz, zwykle upchanych między kaloryferem a  zabudową szafy.  Natychmiast wyciągnąłem komórkę. „Abonent jest poza zasięgiem albo ma wyłączony aparat”. Zadzwoniłem natychmiast do mamy. I ona nie odbierała. Jasne, zawsze mówiła, że w pracy nie będzie z nikim rozmawiać. Jakby w ten sposób chciała odsunąć od siebie fakt tego cholernego telefonu ze szpitala. Gdy umierał jej mąż. Mój Boże, co ja myślę… Tata. Po prostu tata.

Alina – Czas leczy rany. Rocznicę, piątą rocznicę śmierci Romana spędzimy jak każdy inny dzień. Śniadanie o siódmej, Kamil idzie do pracy na ósmą. Asia na uczelnię, też o tej samej porze. Mnie zostaje czas na przygotowanie się do opieki nad wnuczką. Dorotka ma już cztery latka. Śliczna, śniada dziewczynka. Jej tata… Cóż, nie znam go. I pewnie nie poznam. Czy chcę? Nie. Zwyczajnie nie. Na całe życie mam już dość nadętych samców, załatwiających swoje potrzeby kosztem kobiet. Więc nie chcę go znać. Skoro Asia nic nie mówi, skoro Kamil nie chce drążyć tematu, to i ja się wycofuję. O, telefon. – Kamil? Dobrze, będę o siedemnastej. Kolacja dla dodatkowej osoby na dziewiętnastą? Synku, nie chwaliłeś się dziewczyną….

Dzwonek zabrzmiał krótko po szóstej wieczorem. Nieśmiało? W mieszkaniu państwa Wołyńskich panował harmider, jak zresztą codziennie. Dorotka piszczała z rozkoszy, kiedy jej wujek „wirował z nią” pod samym żyrandolem. Asia śmiała się z oglądanego właśnie w telewizji kabaretu, a pani domu, równocześnie z przygotowaniami do kolacji prowadziła zawziętą konwersację z potencjalnym klientem. W końcu dotarło do niej, że ktoś usiłuje powiadomić ich o tym, że stoi za drzwiami. Przykrywając ręką mikrofon komórki wykrzyknęła w czeluści domu: –  „Niech ktoś wreszcie otworzy drzwi!”  i wróciła do rozmowy. Nie zwróciła uwagi na zapadłą nagle ciszę. Kończąc rozmowę położyła telefon na stole, odwracając się wprost na wchodzących do kuchennego pomieszczenia gości. Asia prowadziła za rękę przystojnego mężczyznę, z wyglądu Araba. –  Mamo –  powiedziała wskazując dłonią – To jest Ahmed ibn El-Mail. Mój chłopak i… i tata Dorotki. Właśnie wrócił z Zatoki Perskiej z kontraktu. I zamieszka teraz z nami. Cieszysz się?

 *Dane zmienione

Informacje o Jerzy Wilman

Wiem, że poprawnie powinno być "Informacje o Jerzym Wilmanie". Sorry - WordPress tak właśnie formatuje nagłówek, pobierając nieodmienione imię i nazwisko z metryczki. Nic więc nie poradzę. Urodziłem się daleko od Dolnego Śląska, niektórzy mówią, że nad morzem. Mam wykształcenie elektroniczne, dziennikarskie i PR-owe. Rozwiedziony i ponownie żonaty. Moją pasją są problemy społeczne i ludzkie. Lubię rozmawiać, pomóc i wychwycić z człowieka to, co go boli. Lubię też pisać - choć czasami, kiedy dostanę za swoją twórczość kopa, zastanawiam się na chwilkę - po co mi to? Moim mottem jest "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Obecnie wszedłem w okres bardzo intensywnej walki. Przeciwnikiem jest życie.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Jerzy Wilman przedstawia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Dopóki śmierć nas nie rozłączy

  1. ~Sebastian Autography pisze:

    Witajcie, od kilku lat jestem kolekcjonerem autografów. Zdobyłem już niezłą kolekcję, która z dnia na dzień rośnie. Zbieram głównie autografy piłkarzy i trener oraz innych osób związanych z piłką nożną. Znajdziecie u mnie oryginalne podpisy zawodników z takich lig jak Premier League, Seria A, Eredivisia, Ekstraklasa czy Premiera Divison. Zachęcam do lajkowania (…) - Sorry, dzięki Ci za wpis, ale mój blog nie służy promocji czy to wyrobów, produktów, czy też innych inicjatyw. Dlatego resztę wpisu usunąłem. Jerzy Wilman

  2. kobieta-nie-typowa pisze:

    Życie. Czasem łaskawe, częściej okrutne. Rzadko daje to co chcemy, a jeśli daje – nie w takiej formie jak sobie wymarzymy. Zawsze jednak weryfikuje nasze poglądy i odziera ze złudzeń. Szkoda tylko, że najczęściej zbyt późno aby się ustrzec błędów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>