Czcij matkę, ojca i… pracodawcę swego

Juwenalia 2013Pokrzywdzeni przez swój zakład pracy nierzadko tłumią w sobie głęboki żal. Jest to zrozumiałe – sytuacja najczęściej przedstawia się tak, że mobingowany, poniżany lub też – przepraszam za kolokwializm – flekowany człowiek z reguły ma głębokie poczucie bezradności. Mimo ochrony związków zawodowych, jeśli oczywiście są w danej jednostce, mimo współczucia koleżanek i kolegów w polskim pracowniku od lat wykształca się coraz to mocniej syndrom milczenia w krzywdzie. Ludzie boją się zwrócić o pomoc do bezpośredniego szefa lub wyżej, tym bardziej, że najczęściej dostępu do wierchuszki strzeże asystentka, mająca wyraźny przykaz warczenia na każdego szarego pracownika, który ma czelność stukać do pańskich drzwi.

Nie tak dawno spotkałem się z grupą kilkunastu pracownic jednej z większych prywatnych firm na Dolnym Śląsku. Dziewczyny przyszły, by bronić pani Beaty – ich zdaniem niesłusznie zwolnionej w czasie redukcji z zakładu. Mająca lekko ponad 50 lat pani Beata pracowała na linii produkcyjnej. Warunki były dobre – praca, choć zmianowa to jednak lekka, w klimatyzowanym pomieszczeniu, na różnorodnych stanowiskach. Staż – prawie od początku istnienia zakładu. Bardzo małe chorobowe, w roku może ze dwa, trzy dni. I nagle taka bomba, tym bardziej, że pozostawiono w firmie osoby dużo mniej kompetentne w opinii grupy, nie umiejące tak dobrze jak nasza bohaterka zasymilować się ze swoją zmianą. Wartym podkreślenia było, że za pokrzywdzoną stawiła się większość koleżanek, a wcześniejsze ich rozmowy z kierownictwem nie przyniosły żadnych efektów.

Skontaktowałem się z kierownictwem. Spotkałem z dwójką osób znających i bezpośrednio prowadzących sprawę pani Beaty. Cóż się okazało: kobieta rzeczywiście miała znikomą absencję chorobową. Była tak zwaną duszą towarzystwa – ruchliwa, wesoła, sypiąca dowcipami budziła sympatię właściwie wszystkich w jej otoczeniu. Stawała jednak do pracy nie na każdym, zleconym przez szefową stanowisku, a tylko na tym które jej pasowało. Czytaj – było najlżejsze. Jej matryca kompetencji była przeciętna, wynikało jasno, że pracownica niekoniecznie pali się do szkoleń, nie chce podnosić kwalifikacji w myśl swojej zasady – umieć jedno, ale dobrze. Do tego jej personalna postawa, typowo sangwinistyczna demotywowała i rozpraszała zespół, który co prawda wykonywał plan, ale współczynnik jakości był ponaddwukrotnie gorszy, niż z pozostałych zmian. Mimo kilkakrotnych rozmów przełożonej z podwładną, tłumaczenia pani Beacie niewłaściwego sposobu podejścia do wykonywanych obowiązków, nic się nie zmieniało. Dlatego też podjęto, w czasie sporych redukcji personalnych w firmie, decyzję o zwolnieniu także tej pracownicy.

Nie wolno oczywiście generalizować i wyciągać pochopnych wniosków z jednego przykładu. W pewnej części przypadków powód zwolnienia nie jest adekwatny do winy pracownika. Najczęściej jest nim zdanie pracodawcy, dopiero w ślad za tym idą argumenty ekonomiczne i merytoryczne. Czego należy w firmie przestrzegać, by nie podpaść kierownictwu? Jak zakład widzi swoje zasoby ludzkie?

Najczęściej jest tak, że w filozofii firmy króluje podejście do pracowników według szczebla drabinki służbowej. Cenieni i szanowani są specjaliści, kadra zarządzająca i kierownicza. Im dalej w dół, tym więcej można mieć wątpliwości co do uczciwości polityki zakładu wobec swych ludzi. Nie czarujmy się – grubiańskie podejście: „Za bramą na twoje miejsce czeka stu innych” jest najczęściej jedynym argumentem na odpowiedź na pytanie: Dlaczego ja? Choć to smutne, nie mam dobrych rad dla ludzi bezpośrednio produkcyjnych, o ile nie są specjalistami. Nie mają oni bowiem żadnych argumentów w walce o postrzeganie swojej osoby. Pierwszym ze sposobów, choć przykrym, jest niewychylanie się. Według powiedzenia „Pokorne cielę dwie matki ssie” cichy i spokojny człowiek na taśmie jest najlepszym sposobem na sukces. Czyli na pozostanie w obiegu. Często pracodawca postrzega ludzi poprzez pryzmat nie fachowości (tej oczekuje od specjalistów), tylko mrówczej, cichej, sumiennej pracy.

Drugi – absencja chorobowa. Masz pecha, jeśli dotykają Cię kłopoty ze zdrowiem. Przebywanie na L4 budzi w szefach dzikie żądze i na nic będą Twe usprawiedliwienia, że zdrowie najważniejsze. Wynik jest najważniejszy. Choć wyda się to fatalną radą, w oczach kierownika wypadniesz dobrze, kiedy zamiast skorzystać ze zwolnienia pójdziesz na urlop. Zadbaj o dobry PR – niech przełożony dowie się, że choć Cię nie ma, wybierając „wakacje” podkreślasz swoje zaangażowanie w dobro firmy. Pamiętaj, że możesz zawsze zostać zwolniony z oficjalnym powodem: absencja chorobowa destabilizuje pracę zespołu.

Trzeci – bądź chętny na nadgodziny, szkolenia i do prac spoza listy Twoich obowiązków. Za nadgodziny dostaniesz wolne lub kasę, szkolenia wzmocnią Twoją pozycję (nie wywala się nikogo, w kogo zainwestowano kasę), a pobieganie z mopem po hali niekoniecznie będzie ujmą. Raczej przyczyni się do opinii: – Ten Kowalski to solidny człowiek, idzie gdzie go nie poślesz.

Czwarty i ostatni – nigdy nie narzekaj na nikogo. Nawet wśród przyjaciół. Nikomu nie obrabiaj tyłka, bądź jeśli nie zadowolony, to przynajmniej nie siej fermentu i złych emocji. Nie dawaj się wciągnąć w dyskusje o żonie szefa, o mężu księgowej, o placowym, którego widziano jak szorował parking pod willą prezesa. Na ile to możliwe epatuj spokojem, żartuj, bądź pogodny. I umiej odmówić jeśli grupa cię o coś prosi. Stanowczo, ale grzecznie.

Pracodawca powinien postrzegać swych ludzi nie jako maszyny do wyciskania potu i pieniędzy, ale jako partnerów w biznesie. Jest w tym kierunku coraz lepiej, szczególnie w segmencie średnich przedsiębiorstw. Jednak ciągle jeszcze pomiędzy nami a na przykład zakładami w zachodniej Europie pozostaje przepaść. Nie tylko kulturowa, ale także w sferze mentalności, podejścia do człowieka, do jego problemów. Spędzamy w firmie po minimum 40 godzin w tygodniu. Niektórzy żartują, że to połowa ich aktywnego życia (nie licząc snu). Starajmy się tak podejść do tego czasu, by jeśli nie z chęcią, to iść do pracy przynajmniej bez strachu. Napisz o swoich problemach, jeśli je masz. Może coś razem poradzimy?

Informacje o Jerzy Wilman

Wiem, że poprawnie powinno być "Informacje o Jerzym Wilmanie". Sorry - WordPress tak właśnie formatuje nagłówek, pobierając nieodmienione imię i nazwisko z metryczki. Nic więc nie poradzę. Urodziłem się daleko od Dolnego Śląska, niektórzy mówią, że nad morzem. Mam wykształcenie elektroniczne, dziennikarskie i PR-owe. Rozwiedziony i ponownie żonaty. Moją pasją są problemy społeczne i ludzkie. Lubię rozmawiać, pomóc i wychwycić z człowieka to, co go boli. Lubię też pisać - choć czasami, kiedy dostanę za swoją twórczość kopa, zastanawiam się na chwilkę - po co mi to? Moim mottem jest "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Obecnie wszedłem w okres bardzo intensywnej walki. Przeciwnikiem jest życie.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Jerzy Wilman przedstawia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

32 odpowiedzi na „Czcij matkę, ojca i… pracodawcę swego

  1. ~Luiza pisze:

    „Pracodawca powinien postrzegać swych ludzi nie jako maszyny do wyciskania potu i pieniędzy, ale jako partnerów w biznesie.” „Masz pecha, jeśli dotykają Cię kłopoty ze zdrowiem.” Te dwa zdania stoją ze sobą w sprzeczności. To drugie zdanie wskazuje na instrumentalne traktowanie pracownika.

    „Choć wyda się to fatalną radą, w oczach kierownika wypadniesz dobrze, kiedy zamiast skorzystać ze zwolnienia pójdziesz na urlop.” I jest to fatalną radą. Powiedziałabym, że nawet nieetyczną, niezgodną z duchem kodeksu pracy. Bo w zamyśle ustawodawcy urlop wypoczynkowy – służy wypoczynkowi, a zwolnienie lekarskie – jest czasem poddania się kuracji. Można jeszcze radzić kobietom, żeby nie zachodziły w ciążę (bo to dla pracodawcy też niewygoda) a potem płakać nad niskim przyrostem naturalnym i degradacją demograficzną społeczeństwa. Pozostałe rady autora są w moim przekonaniu dość słuszne i na pewno poparte doświadczeniami (od mopa nikomu korona z głowy nie spadła – tym bardziej, że to zapewne chodzi o „nadprogramowe” sprzątanie, bo coś się wylało itp.). Ale tutaj apeluję – miejmy poszanowanie dla PRAWDY – chorzy powinni być na zwolnieniu lekarskim, a nie na urlopie! Odnoszę się tu do uczciwych pracowników.
    Rzeczywistość jest taka, że ludzie chorują i dobry kierownik uwzględnia to w swoich planach tak, aby nie destabilizowało to pracy działu.
    Nieetyczne było też zdegradowanie autora po chorobie, co napisał w jednym z komentarzy. Bo pominięcie przy pewnych projektach – rozumiem (nie wiedzieli, kiedy wróci), ale formalna degradacja – dla mnie niesmaczne (że niby „zgłupiał” w czasie choroby, stracił umiejętności…), ja bym tego nie zaakceptowała. Pomimo to wybrał pozostanie z tym pracodawcą, ok, miał takie prawo. Pecunia non olet.

    A pani Beata pewnie rzeczywiście destabilizowała pracę zespołu, bo jak jest za wesoło to uwaga się rozprasza i jakość pracy spada. Być może pani Beata w ogóle nie nadawała się do pracy produkcyjnej, a jej predyspozycje pozwoliłyby osiągnąć sukces np. w handlu.

    • ~D pisze:

      Wtrącę się jeszcze,ponieważ jak napisalam ,nie rozumiem degradacji ,z powodu dluższego zwolnienia.Co za traktownie ludzi,instrumentalne i bezduszne.Ale pewnie w tzw korporacjach tak się traktuje ludzi.

      • Jerzy Wilman pisze:

        Doroto – niestety tak jest. Korporacje, ale nie tylko one, traktują ludzi jak część biznesu. Choć porównanie jest nietrafne, czy Ty jako właścicielka firmy chciałabyś mieć pracownika, który połowę czasu pracy, a niejednokrotnie więcej spędza na zwolnieniu, generując Ci koszt? Ja nie chciałbym, choć wiem, jak wielką tragedią jest choroba i w konsekwencji zwolnienie z pracy…

  2. ~Jane Doe pisze:

    Twój wpis odnosi się głównie do pracowników niskokwalifokowanych więc pozostańmy w tym obszarze. Niestety jest to bardzo potrzebna a jednocześnie najniżej opłacana i najbardziej wykorzystywana grupa pracowników. Często dzieje się tak dlatego, że nie znają swoich praw i nie potrafią ich dochodzić. O ile jestem skłonna zgodzić się z twierdzeniami numer jeden i cztery dotyczącymi ogólnej postawy w pracy i w stosunku do pracy o tyle numer dwa i trzy ocierają mi się o mobbing. Wywieranie psychicznej presji mającej na celu wymuszenie na pracowniku wykorzystanie urlopu wypoczynkowego zamiast zwolnienia lub oddelegowywanie go do prac, które nie wynikają z jego zakresu obowiązków to zdecydowanie działania niepożądane w świetle prawa. Inna sprawa, że w naszej rzeczywistości takie regulacje jak kodeks pracy często są przez pracodawców traktowane jako sugestia a nie prawo. Nie zmienia to jednak faktu, że nie należy tego typu działań popierać ani doradzać nikomu by wszystko biernie znosił. Oczywiście nie mówię tutaj o osobach, które notorycznie nadużywają zwolnienia lekarskiego czy też wykazują postawę w pracy „nie bo nie a jak się nie podoba to pójdę na zwolnienie” trzeba jednak to odróżnić od sytuacji, kiedy ktoś naprawdę się rozchoruje ( nawet poważnie i na dłużej) lub kiedy sytuacja rodzinna naprawdę nie pozwala na dodatkową aktywność. Pracownik powinien być elastyczny jednak pracodawca też nie jest panem i władcą. Pozwalając pracodawcy na wszystko godzimy się na patologię na rynku pracy.

    • Jerzy Wilman pisze:

      Dziękuję za komentarz. Cóż, dokładnie jest tak, jak piszesz. Blog odnosi się do tych najniżej opłacanych ludzi. „Doradzając” im zachowania by nie zostać wyrzuconym nie sądzę, bym nakłaniał ich do poddawania się mobbingowi. Zawsze pozostaje jednak alternatywa wyjścia z podniesionym czołem i stanięcia do walki z pracodawcą. Niestety, nawet jeśli stoją za tym związki zawodowe, najczęściej przegrana. Proponując pokorę czy wręcz uległość, chwycenie czasami za miotłę opieram się na swoich doświadczeniach. Do obecnego stanowiska dochodziłem ciężką pracą, zaczynając jako wózkowy w szczecińskich Zakładach Mięsnych. To znaczy przepychałem wózki z konserwami. Potem szło lepiej lub gorzej, le zawsze dawało się pójść dzięki opinii parę kroczków w górę. Boleję nad tym, że wiele firm rżnie – sorry – swoich ludzi bez litości. W myśl zasady – nie chcesz? Wynocha. Lecz jeśli chcesz – nie walcz z wiatrakiem, nie kop się z koniem i nie płyń pod prąd. Bądź mądry. A mądrość to ustąpienie, negocjacja, rozmowa. I często dystans i pokora.

      • ~Promil pisze:

        Nie jest to prawdą. Większość dużych zakładów należy do koncernów, a te mają oprócz regulaminu pracy zgodnego z polskim prawem także ogólny, wewnętrzny kodeks postępowania. I ze względu na to, że jest ogólny (czyli w całej korporacji jednakowy) a korporacje są zagraniczne to właśnie wszystkie te „sugestie” pracodawcy mogą naruszać ten kodeks, w tym momencie zgłoszenie incydentu do odpowiednich służb wyprostuje nadgorliwego managera. W momencie kiedy SAMI zrezygnujemy z osłon przepisów, regulacji otwieramy furtkę do kolejnych manipulacji. A wystarczy powiedzieć NIE.

        • Jerzy Wilman pisze:

          Cóż – jest to jednak prawdą. Nie chcę wchodzić w dyskusję na publicznym forum, jednak jak już pisałem wcześniej, szefuję polskiemu oddziałowi sporej zagranicznej korporacji. Pracuje w Polsce ponad 800 osób obecnie. Mam doświadczenie i wiedzę w temacie…

          • ~Promil pisze:

            W takim razie ja od siebie dodam, że produktywność i ottd to nie jedyne wskaźniki, które dyrektorzy zakładów chcą mieć na zielono, baaa, są wskaźniki których nie chcą na czerwono bardziej niż właśnie tych dot. produktywności czy realizacji zamówień! Jeśli w pańskim zakładzie jest inaczej – no cóż, to chyba mam szczęście pracować w takim gdzie atmosfera pracy, poszanowanie praw pracowniczych i działanie wedle wewnętrznych reguł zakładu jest ważniejsze NAWET od produktywności.

  3. ~Vespa pisze:

    Stosowanie Twoich rad prowadzi do patologicznej sytuacji w której sama się znajduję. Kończę rok z 40 dniami urlopu wypoczynkowego (bo w ciągu roku na niego nie chodzę, bo nie ma kiedy). Pracuję po 13 godzin na dobę a płacą mi za 8 (nadgodzin na moim stanowisku nie ma, ale robota zawsze się znajdzie) Na chorobowe nie chodzę, potrafię z gorączką zwlec się do pracy. Ambicje ….. pokażę, że można, że zawsze jestem, że jestem najlepsza. Teraz dostaję po dupie, szarpie się z pracą, która gdzieś po drodze stała się wielkim kawałkiem mojego życia. Po za nią mam tylko dziecko dla którego wyszarpuję resztki wolnego czasu. Nikt nie chce tak żyć i nikomu tego nie życzę, więc rady podawane w tekście bierzcie raczej z przymrużeniem oka :)

    • Jerzy Wilman pisze:

      :-) No tak, nadstaw prawy policzek, jak dostaniesz w lewy. Moje rady to sztuka przetrwania. Jak trzeba w dżungli zjeść robala, zjedz go, bo nie przeżyjesz. Jak tyrają tobą w pracy – siedź cicho, bo wylecisz. Czy nadstawisz drugi policzek? Decyzja jest w Twej kieszeni. Zawsze można powiedzieć – mam to w duuupie i spadam. Jeśli nadal jesteś w swej firmie, widzisz sama, czy to co napisałem działa także na Ciebie. Bo działa. Inna sprawa czy daje Ci szczęście. Bo kasę na pewno, obojętnie jaką. Skoro się na nią godzisz – wystarczającą. Sorry za cynizm :-)

      • ~vespa pisze:

        Hahahahaha :) masz rację, coś w tym musi być. Sorry, że dopiero teraz zerkam co napisałeś, wcześniej jakoś nie było czasu

  4. ~beatka pisze:

    Na szkolenia kieruje pracodawca ;) zatem odmową lub niechęcią jest nie stawienie się na skierowanie (nie chcecie chyba, wykazać że pracownica, która opuszcza miesięczny kurs z powodów osobistych – czytaj chora mama – nadaje się do zwolnienia). Wybiera się pracę adekwatną do kwalifikacji – zatem nawet jeśli w oczach mniej douczonych pracowników jest ona lżejsza, a pracownik ją wykonujący posiada kwalifikacje do jej wykonywania dyskusja jest jałowa (ocena „lekkości” pracy nie zależy tylko od jej fizycznego wymiaru ale również od kwalifikacji niezbędnych do jej wykonywania). Co do reszty – trudno dyskutować z uprawnieniami jakie przyznaje pracownikowi sam pracodawca np. w decyzji przenoszącej.”Absencja chorobowa destabilizująca pracę zespołu” – stary chłop co „to zamiast jeździł na moduły starym celnikom po wódkę latał” jest tydzień w pracy i miesiąc na chorym ;D skoro taki stan nic nie destabilizuje to nie ma się czym martwić … bywa, że są panie co to rok urlopu biorą na chorobę lub zdrowotnie BO SIĘ NALEŻY ;D „pobiegaj z mopem” – powiedz to pani, która jest na zastępstwie i nic innego nie zrobi bo „JEST PRACOWNIKIEM MERYTORYCZNYM” …
    na koniec najlepsze „dublowannie” – jeśli masz urojenia to się lecz ;D

    • Jerzy Wilman pisze:

      Dzięki za komentarz. Cóż, wygląda, że ktoś – Ty czy ja jesteśmy oderwani od rzeczywistości. Nie wiem jak Ty, ale dla mnie opisana sytuacja to od 10 lat właśnie rzeczywistość. Zapewniam, że nie ma tu dziennikarskiej fantazji. Sposobów po stronie pracodawcy by zachęcić ludzi do cięższej pracy jest wiele, i z reguły nie są one zgodne z kodeksem. Nie chcesz jechać na szkolenie? OK, dalsze kwalifikacje zdobędziesz poza naszą firmą. Chorobowe? Dlaczego nie? Sam podpisywałem kilka wypowiedzeń dla osób permanentnie będących na kilkudniowych zwolnieniach przetykanych jedno, dwudniową „pracą”. Postaw kogoś w miejsce takiej chudzinki, która co chwila znika. Paręnaście lat temu też sam zostałem po powrocie z czteromiesięcznego chorobowego zdegradowany. I przyjąłem to, bo praca ro biznes. A nie przytułek dla zagubionych. Mop – podałem przykład, że lepiej mopa i mordę w kubeł, niż siebie za bramę. Ale to kwestia charakteru. W zeszłym roku w ramach akcji 5S sam kilka godzin wiosłowałem podłogę na hali produkcyjnej. Korona mi z głowy nie spadła. Ścierałem też z podłogi pawia kolegi w czasie kiedy chorując nie zdążył dobiec do ubikacji. Chore może być państwo, funkcje i ludzie. Ale chore nie powinny być ambicje…

  5. ~grzes pisze:

    W Polsce pracować na etacie to dla mnie nieporozumienie.
    A za granicą też takich kokosów nie ma, pewnie, że zarobki większe ale,
    jeżeli pracuje się tam z myślą powrotu do Polski to wiele nie przywieziesz, a co dalej?
    Dlatego Ja sobie świetnie radzę, pracuje w Polsce, spełniam swoje marzenia i innym też w tym pomagam.
    A jak? Pracuję sobie w domu 3-4 godz dziennie , mam czas dla rodziny i swoje hobby, przy tym zarabiam świetne pieniążki.
    Zmień coś i zacznij pracować na własny rachunek! Bądź sam sobie szefem i nie daj się poniżać! Polecam (pracazdomu.comgberes)

  6. ~Aga pisze:

    …”Trzeci – bądź chętny na nadgodziny, szkolenia i do prac spoza listy Twoich obowiązków. Za nadgodziny dostaniesz wolne lub kasę, szkolenia wzmocnią Twoją pozycję ..:” – noż ku*wa! Pracuję do 15:30, o 16:00 zamykają przedszkole, z którego muszę odebrać dziecko. Nigdy nie udało mi się wyjść punktualnie o 15:30, zawsze mam poślizg 5-10 minut (nadgodziny dopiero za pełne 15 minut…). I pędem do domu. W dooopie mam nadgodziny i DODATKOWE szkolenia. Pracuję i należy mi się zapłata. W umowie o pracę nie było ani słowa o nadgodzinach i obowiązku dodatkowych szkoleń. Mam wykonać swoją robote a potem mam inne rzeczy na głowie niż praca.
    …”pobieganie z mopem po hali niekoniecznie będzie ujmą … Ten Kowalski to solidny człowiek, idzie gdzie go nie poślesz.”… ha ha ha… Kowalski jak jest zatrudniony na etacie elektryka to nie będzie zapieprzać ze szmatą, bo od tego są zatrudnione osoby o innych (czyt.niższych) kwalifikacjach. I tak: to byłoby dla niego ujmą. Wiem co mówię, kilka lat pracowałam na stanowisku, które było dużo poniżej moich kwalifikacji. Czułam się z tym podle, jak nic nie warte zero. I tak: niektóre prace hańbią i niszczą. Psychicznie.
    …”oczach kierownika wypadniesz dobrze, kiedy zamiast skorzystać ze zwolnienia pójdziesz na urlop” – jasne ku*wa, urlop na chorobowym a w lecie jak dzieciak ma wolne, to ja będe zapieprzać i szukać opiekunki (za którą sama zapłacę).

    Nie jestem typem pracownika, co to się chce nie narobić ale zarobić. Staram się wykonywać sumiennie moją pracę i jak popełnię błąd, to potrafię się do niego przyznać i sama proponuję poprawę/naprawę sprawy. Jestem zaangażowana i nawet jak siedziałam na chorobowym czy już po godzinach pracy potrafie zadzwonić do firmy i załatwiać firmowe sprawy. Ale pracodawca wie przecież, że zatrudniając LUDZI musi liczyć się z tym, że ludzie chorują i mają w życiu coś więcej niż tylko praca. A powyższe „zalecenia” są delikatnie mówiąc śmieszne.

  7. ~Ciekawa pisze:

    A co to jest „postawa sandwinistyczna”?. Coś może od kanapki?

    • Jerzy Wilman pisze:

      :-) – dzięki za fajne skojarzenie. Sangwinik (nie jak napisałem z błędem „sandwinik – dzięki za zauważenie) to człowiek zawsze radosny, nieprzejmujący się za długo porażkami. Taki Piotruś Pan, wieczne dziecko

      • ~D pisze:

        Sangwinik to jeden z typów osobowości jest też choleryk ,flegmatyk i melancholik.Chyba nie doczytaleś psychologu amatorze jakie są cechy pszczególnych typów osobowości wlaśnie sangwinicy potrafią zmotywowć zespól do pracy i pracują efektywnie.Ne rozumiem ,jak można osobę chorą,namawiać do wykorzystania urlopu,zamiast L4 ,traktujesz ludzi jak niewolników,jak maszyny.Ludzie przecież mają zycie poza pracą,są ponadto różne sytuacje życiowe np choroba pracownika lub jego dziecka,różnego sytuacje rodzinne i życiowe.Ile w Tobie pogardy do ludzi i jaki brak do nich szacunku. Pozdrawiam.

        • Jerzy Wilman pisze:

          Dziękuję za pozdrowienia na końcu wpisu. Cóż, każdy może wysnuwać wnioski jakie uważa za słuszne. I je głosić. Na tym między innymi polega wolność słowa. Swoją drogą nie widzę związku sangwinizmu na linii produkcyjnej z motywowaniem ludzi do pracy. Śmiechem i dowcipami? Kiedy plan produkcji jest napięty i niewykonanie go to najpierw obniżona premia, a potem kary dla całej firmy? Sposób dobry. Na upadek. Porozmawiamy o menadżerskiej rzeczywistości, kiedy staniesz po stronie zarządzających i będziesz odpowiadać przed prezesem swoją „głową” – zobaczymy, jak szacunek dla ludzi pogodzisz z kopaniem we własny tyłek. I czy zbiorowa odpowiedzialność CAŁEGO zakładu będzie dla Ciebie ważniejsza, niż interes poszczególnych ludzi. Taka jest rzeczywistość. Pracodawca kontra pracownik to zwykły biznes, w którym podpisujesz umowę i masz ją wykonać. Jeśli nie możesz, bo chorujesz nagminnie, to prawo – podkreślam – prawo dopuszcza wypowiedzenie takiego kontraktu. Ale co tu tłumaczyć, za mało miejsca i czasu :-)
          Pozdrawiam również – Jerzy

          • ~D pisze:

            Witaj .Nie pracuję akurat na linii produkcyjnej.Nigdy nie ,życzę nikomu żle,i Tobie też nie,ale aż korci mnie abyś doznal tego o czym piszesz.Wierz mi,że nigdy nie wiadomo co kogo jeszcze wżyciu dopadnie,a bywa ono przewrotne,obyś nie musial jeszcze w życiu być na dlugim zwolnieniu,nazwanym przez Ciebie nagminnym i przez to być tak przedmiotowo i bezwzględnie potraktowanym ,w sposób jaki jest przez Ciebie sądząc po Twoich wypowiedziach aprobowanym i wręcz wychwalanym. O czlowieczeństwie i klasie świadczy też sposób w jaki traktuje się innych ludzi.Pozdrawiam.

          • Jerzy Wilman pisze:

            Byłem na czteromiesięcznym zwolnieniu. Zdegradowano mnie, moje stanowisko zajął ktoś inny. Ot i wszystko. Zrozumiałem i zaaprobowałem. I teraz kiedy to ja przyjmuję i zwalniam, wiem co to znaczy.

          • ~D pisze:

            To jest chore,po prostu chore,aby degradować kogoś dlatego,że byl na dlugim zwolnieniu.Moje koleżanki z pracy niedawno byly na dlugim zwolnieniu,bo 6-miesięcznym i nikt ich nie degradowal,owszem bylo dla zespolu może nieco ciężej ponieważ trzeba bylo,brać dodatkowe dyżury itp.Nie rozumiem tego,degradacji pracownika z powodu dluższego zwlnienia,to chore.

          • Jerzy Wilman pisze:

            Pisałem już o tym wcześniej. Chwała tym firmom, które cierpliwie czekają. Niestety to rzadkość.

  8. ~grzes pisze:

    A ja sobie świetnie radzę! Polecam wszystkim, którzy nie chcą być pracoholikami. Pracuję w domu 4-5 godz dziennie, mam czas dla rodziny i swoje zainteresowania. Zarabiam świetne pieniążki a nie przepracowuję się. I o to chodzi prawda?
    Polecam
    (link usunięty) – JW

  9. ~jula pisze:

    Moim zdaniem nie do końca tak jest. Z praktyki wieloletniej: zazwyczaj szkolenie się nie wiąże się z żadnym bonusem, nawet w postaci uznania. Dopłacasz do delegacji, potem pracujesz kilka dni po 10h, żeby nadrobić nieobecność. Nadgodziny płatne – mit i legenda w wielu firmach. Pokaż, że umiesz powalczyć mopem a zwolnią sprzątaczkę i dostaniesz drugi etat ale za darmo. Niestety teoria sobie a rzeczywistość sobie.

  10. ~kobieta-nie-typowa pisze:

    Witam:) Mądre rady, ale jak znam życie, niewielu się dostosuje.
    Zwłaszcza fragment o obrabianiu tyłka. Polacy pracujący za granicami kraju inaczej chyba nie potrafią.
    To jedyna wspólnota narodowa, która nie potrafi się ze sobą zintegrować na obczyźnie.
    Traktują się wzajemnie jak konkurencję. Kto nie chce postępować w ten sposób, musi się trzymać z daleka, ale i tak nie ma pewności, że mu nie zaszkodzą.

    Pracodawca powinien traktować pracownika, jako partnera w biznesie – zgoda.
    Oboje jednak dla swojego dobra, powinni stosować zasadę ograniczonego zaufania. Szanujemy się wzajemnie, ale patrzymy sobie na ręce. Starajmy się poznać swoje prawa ( prawo pracy tak często ulega zmianom), ale i prawa drugiej strony.
    Dlaczego uważam,że należy stosować zasadę ograniczonego zaufania?
    Z doświadczenia zawodowego wiem, że po obu stronach często są ludzie,
    którzy mając okazję, nie zawahają się mocno zaufania nadużyć.
    Smutne to, ale prawdziwe.

    Opisany przez Ciebie przykład, jest przestrogą, dla tych, co nie są elastyczni i
    tych, co się nie chcą rozwijać zawodowo. Tutaj sympatia współpracowników
    nic nie pomoże. Takiego pracownika, szef wymieni w pierwszej kolejności, gdy
    tylko nadarzy się okazja.

  11. ~Aska pisze:

    ale z ciebie s…cz! oby kiedys ciebie zredukowano, to zrozumiesz!

  12. ~Promil pisze:

    Trochę dziwne wnioski… Poświęć swój urlop WYPOCZYNKOWY, którego masz jedynie 20(26) dni w roku by się wyleczyć zamiast wziąć zwolnienie chorobowe. Tego typu sytuacje były (i są) powszechne choćby na fiacie (tyskim zakładzie, nie żadnym włoskim!). To jest patologia pracy, którą wg Pana należy ROZWIJAĆ! Pracuj na innych stanowiskach, wynoś śmieci, rób kawę, strzyż trawnik… I kluczowy aspekt – wskakuj na każde możliwe nadgodziny udowadniając jak to dyspozycyjną osobą jesteś. A co w takim wypadku zostaje z życia prywatnego? No właśnie. Praca to tylko środek pozwalający uzyskać pieniądze, te z kolei wykorzystujemy w różnych aspektach życia prywatnego. Przeistaczanie się w ultra pracownika kosztem życia prywatnego jest bezsensowne. Prawda jak kij ma dwa końce – pracodawca bez konkretnego powodu nie wyrzuci WYKWALIFIKOWANEGO pracownika, a z pewnością korzystanie ze zwolnienia chorobowego (nie nadużywanie, bo takie sytuacje też znam) nie jest żadnym argumentem przeciw pracownikowi. Owa pani Beata zasadniczo jeden błąd popełniła – była za mało wszechstronna (tak, jeśli mówimy o matrycy umiejętności to jest to typowe określenie na „produkcji”) w związku z czym trudniej było ustalać obsady stanowisk, szczególnie w okresach urlopowych i nasileniu zjawisk chorobowych. Z drugiej strony planowanie szkoleń należy do obowiązków lidera, a na polecenie służbowe pracownik nie może ot tak powiedzieć „nie chce mi się tej linii”. W tym wypadku wygląda zatem, że wina była zarówno po stronie pracodawcy, jak i pracownika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>